Ostatnimi czasy moja radosna twórczość nieco zmieniła swój tor i zamiast na blogu koncentrowała się na iście naukowych tematach. Już powoli czuć było tutaj swąd milczenia.:p
Przez 5 miesięcy tworzyłam podstawy do prawdopodobnie jedynego dzieła podpisanego własnym imieniem i nazwiskiem, po czym przez kolejny miesiąc ów dzieło skrupulatnie spisywałam.
Wyszło z tego bądź co bądź 99 stron….maszynopisu
<ładnie by to brzmiało, niestety jak wiadomo maszyny nie używałam więc pobawię się w słowotwórstwo – laptopisu, komputeropisu etc.>.
Ogólnie dzieło to określić można jako: paraliteratura, paranoja, paradoksografia, paralela i parafraza pewnego rodzaju. Chyba przedrostek “para” obezwładnił mnie w tym podsumowaniu.
Jak to jednak w życiu bywa łatwo nie było i chwilami całe to przedsięwzięcie wydawało się być kwadraturą koła i nie omieszkało nieco potarmosić moich nerwów.
Jedyne co trzymało mnie w jako takiej formie to wizja zbliżającego się końca męk związanych ze studiami, która z dnia na dzień była jak na wyciągnięcie reki. Z tą małą różnicą, że tak prosta jak ów wyciągnięcie ręki nie była. ;P
Anyway , było minęło, tytuł mgr <nie mylić z magazynierem
> przyznano po zaciętej obronie <nie nie wcale nie było tak źle, choć bez walki się nie obyło oczywiście> , więc zadanie wykonane.
Mission complete.
Przeszłam do następnej planszy a grę mogę nazwać “Moje własne Idaho” <a tu takie skojarzenie z filmem
>.
Kolejna jej odsłona to staż.
W tak zwanym międzyczasie mam zamiar upajać się każdą wolną chwilą, przeplatać czas pomiędzy palcami. Nareszcie choć nie na długo mogę zwolnić, złapać oddech, poukładać myśli, uciec z labiryntu zawiłości, szarej codzienności, spraw i obowiązków, przestawić zegar na swój własny czas, który biegnie moim rytmem, czyli krótko mówiąc nigdzie mnie nie goni.
I to jest właśnie ten zasłużony odpoczynek, na który wyczekiwałam.
A podsumować czas od marca do września mogę muzycznie bo tak chyba będzie najlepiej
:
marzec
“idzie zimne i nieznane, idzie wielkie mózgów pranie” <M.Peszek “Czarny worek”>
“daleki cel, niepewny trakt, nadziei wątła nić, lecz tylko z marzeń może wyśnić się sen, bez marzeń nie warto żyć’ <K. Groniec “Po to są marzenia”>
kwiecień
“co dzień pędzi mnie, porywa mnie i ciągnie het niekończący się bieg” <M. Peszek “Cyrk”>
“zabrania się, zabrania się, zabrania się opuszczać pole bitwy zanim bestia padnie. Nakazuje się, nakazuje się toczyć bitwę czysto i dokładnie” <G. Kulka “Królestwo i pół”>
maj
“a ja wierzę, że to co robię ma sens, bo czasem lepiej odejść od zmysłów by nie zwariować” <E. Bartosiewicz “Jenny”>
czerwiec
“chcemy by tu wyrósł fioł naprzód marsz chcemy show, chcemy cudów co wylecą z szafki” <Waglewski Fisz Emade “Majty”>
lipiec
“nie da się żyć, zwariuję jak nic” <K. Nosowska “Era retuszera”>
“it’s crazy, dreams amaze me, strange dreams, love dreams, hate dreams, don’t wanna know when I’m awake <Smolik “S.Dreams”>
sierpień
“penetrować spojrzeniem przestrzeń za widnokręgiem, dobę rozciągać, niech rozrasta się, rozrasta w tydzień się, zamiast wolnej woli mieć wolę szybką jak strzał” <K. Nosowska “UniSexBlues”>
“jestem jak jeden czuły nerw, żyję na ostrzu, na krawędzi, czasem płaczę” <E. Bartosiewicz “Na krawędzi”>
“stanie się tak, że któregoś dnia, w ogóle się nie zjawię” <Waglewski Fisz Emade “Chwilę będzie ciszej”>
wrzesień
“relax take it easy, for there is nothing we can do” <Mika “Relax take it easy”> 1-9 września
“close your eyes, free your life, from the sky all looks fine” <Smolik “Cye”> od 10 września
“mamy czas na zmarnowanie i na plcuie i łapanie” <Voo Voo “Turczyński”>
“siedzę na ławce, sięgam głową do chmur, a niebo jest gładkie i nie ma w nim dziur” <Waglewski Fisz Emade “Niebo bez dziur”>
The end.
P.S
WTAJEMNICZONYM UCZESTNIKOM “akcji mgr” chciałam ponownie podziękować za WSZYSTKO.


