Ostatnimi czasy pojęcie “dzień wolny” zaczął mieć dla mnie ogromne znaczenie. Absolutne oderwanie od rzeczywistości jest czymś do czego dążę nieustannie i z utęsknieniem od dłuższego czasu. Ot tak po prostu nie myśleć o pracy i wszelakich z nią związanych obowiązkach, o tym czego brakuje w domu do codziennej egzystencji mojej i kota, o sprawach małych i dużych także tych niezwiązanych z wyżej wymienionymi elementami życia.
Zasadniczo nie pamiętam kiedy pozwoliłam sobie na wolne dłuższe niż 3 dni. Hmmm – nie jest dobrze, bo coś takiego, jak wakacje w pojęciu obszernym <miesiąca, dwóch czy trzech> wymazano już z mojego grafia.
“Well, this is just sad”.
Ale nie jest tak źle, w końcu nadszedł majowy weekend dłuższy od długiego, który w moim pojęciu skurczył się do 2 dni.
Spakowałam więc bagaże <te minionych doświadczeń też
>, kota i pojechałam do domku.
Home sweet home.
Pogoda na szczęście dopisała, więc można było wręcz zachłysnąć się świeżym powietrzem przesyconym zapachem rozkwitających wszędzie roślin.:) A na ich brak w naszym ogrodzie nie można narzekać.
Pod czujnym okiem Rodziców wszystko aż kipi od kolorów, zapachów i różnorodności.
Kontaktu z otaczającą zielenią w środku miasta więc nie zabrakło.
To jedna z korzyści jaka wypłynęła z tego weekendu.

Kociaki korzystając ze sprzyjającej pogody, wyszły na łowy – “sekcja specjalna zawsze lojalna” <kto film widział ten wie, skąd cytat ów pochodzi
>

Przebudzenie i wizualizacja terenu

Lokalizacja wroga

Przyczajony tygrys, ukryty smok

Atak
Poza tym relaks, chociaż w sobotę nad ranem na równe nogi postawił mnie telefon z pracy.
Wszędzie człowieka złapią.
Na szczęście alarmu wielkiego nie było, ale spokojny sen prysnął.
Była też wizyta u Babci w szpitalu. Tam niestety jak zazwyczaj, dopadło mnie przygnębienie, mimo że starałam się iść prosto przed siebie instynktownie nie zerkając w stronę poszczególnych sal. Mimo to ciężar tego miejsca nie pozwala mi nigdy przejść przez nie beznamiętnie. Pocieszający był jednak fakt, że odnotowałam poprawę stanu zdrowia u Babci, chociaż na zdecydowane postępy rekonwalescencji będzie trzeba poczekać…dłuższy czas… Ale i tak jest się z czego cieszyć, tym bardziej że można przy okazji ucieszyć drugą osobę swoim widokiem i obecnością.
A Babcia z tego cieszy się zawsze i wszędzie.
…zgodnie z regułą przekory, lub którąś z jej modyfikacji życiowych wolny czas upływa za szybko, więc ledwo nacieszyłam się wolnością, a już jej przyjemny czas chylił się ku końcowi. Na kolejny taki luksus ku mojemu zadowoleniu w objętościowo większym wydaniu przyjdzie mi czekać do sierpnia, o ile stanę się szczęśliwą posiadaczką tzw “urlopu” – co by the way brzmi niezwykle dumnie…
A tymczasem z radością udaję się do pracy.
P.S
…w drodze powrotnej moją uwagę jak zawsze o tej porze roku przykuły “oszałamiająco piękne” pola rzepaku.
