M jak magister :)

Ostatnimi czasy moja radosna twórczość nieco zmieniła swój tor i zamiast na blogu koncentrowała się na iście naukowych tematach. Już powoli czuć było tutaj swąd milczenia.:p

Przez 5 miesięcy tworzyłam podstawy do prawdopodobnie jedynego dzieła podpisanego własnym imieniem i nazwiskiem, po czym przez kolejny miesiąc ów dzieło skrupulatnie spisywałam. :P Wyszło z tego bądź co bądź 99 stron….maszynopisu :D <ładnie by to brzmiało, niestety jak wiadomo maszyny nie używałam więc pobawię się w słowotwórstwo – laptopisu, komputeropisu etc.>. ;) Ogólnie dzieło to określić można jako: paraliteratura, paranoja, paradoksografia, paralela i parafraza pewnego rodzaju. Chyba przedrostek “para” obezwładnił mnie w tym podsumowaniu. :P

Jak to jednak w życiu bywa łatwo nie było i chwilami całe to przedsięwzięcie wydawało się być kwadraturą koła i nie omieszkało nieco potarmosić moich nerwów. :D Jedyne co trzymało mnie w jako takiej formie to wizja zbliżającego się końca męk związanych ze studiami, która z dnia na dzień była jak na wyciągnięcie reki. Z tą małą różnicą, że tak prosta jak ów wyciągnięcie ręki nie była. ;P

Anyway , było minęło, tytuł mgr <nie mylić z magazynierem :D > przyznano po zaciętej obronie <nie nie wcale nie było tak źle, choć bez walki się nie obyło oczywiście> , więc zadanie wykonane. :D Mission complete. :D   Przeszłam do następnej planszy a grę mogę nazwać  “Moje własne Idaho” <a tu takie skojarzenie z filmem :P >. :D Kolejna jej odsłona to staż. :)

W tak zwanym międzyczasie mam zamiar upajać się każdą wolną chwilą, przeplatać czas pomiędzy palcami. Nareszcie choć nie na długo mogę zwolnić, złapać oddech, poukładać myśli, uciec z labiryntu zawiłości, szarej codzienności, spraw i obowiązków, przestawić zegar na swój własny czas, który biegnie moim rytmem, czyli krótko mówiąc nigdzie mnie nie goni. ;) I to jest właśnie ten zasłużony odpoczynek, na który wyczekiwałam.

A podsumować czas od marca do września mogę muzycznie bo tak chyba będzie najlepiej :D :

marzec

“idzie zimne i nieznane, idzie wielkie mózgów pranie” <M.Peszek “Czarny worek”>

“daleki cel, niepewny trakt, nadziei wątła nić, lecz tylko z marzeń może wyśnić się sen, bez marzeń nie warto żyć’ <K. Groniec “Po to są marzenia”> :)

kwiecień

“co dzień pędzi mnie, porywa mnie i ciągnie het niekończący się bieg” <M. Peszek “Cyrk”>

“zabrania się, zabrania się, zabrania się opuszczać pole bitwy zanim bestia padnie. Nakazuje się, nakazuje się toczyć bitwę czysto i dokładnie” <G. Kulka “Królestwo i pół”> :)

maj

“a ja wierzę, że to co robię ma sens, bo czasem lepiej odejść od zmysłów by nie zwariować” <E. Bartosiewicz “Jenny”> :)

czerwiec

“chcemy by tu wyrósł fioł naprzód marsz chcemy show, chcemy cudów co wylecą z szafki” <Waglewski Fisz Emade “Majty”> :D

lipiec

“nie da się żyć, zwariuję jak nic” <K. Nosowska “Era retuszera”>

“it’s crazy, dreams amaze me, strange dreams, love dreams, hate dreams, don’t wanna know when I’m awake <Smolik “S.Dreams”> :)

sierpień

“penetrować spojrzeniem przestrzeń za widnokręgiem, dobę rozciągać, niech rozrasta się, rozrasta w tydzień się, zamiast wolnej woli mieć wolę szybką jak strzał” <K. Nosowska “UniSexBlues”>

“jestem jak jeden czuły nerw, żyję na ostrzu, na krawędzi, czasem płaczę” <E. Bartosiewicz “Na krawędzi”>

“stanie się tak, że któregoś dnia, w ogóle się nie zjawię” <Waglewski Fisz Emade “Chwilę będzie ciszej”> :)

wrzesień

“relax take it easy, for there is nothing we can do” <Mika “Relax take it easy”> 1-9 września

“close your eyes, free your life, from the sky all looks fine”  <Smolik “Cye”> od 10 września :)

“mamy czas na zmarnowanie i na plcuie i łapanie” <Voo Voo “Turczyński”>

“siedzę na ławce, sięgam głową do chmur, a niebo jest gładkie i nie ma w nim dziur” <Waglewski Fisz Emade “Niebo bez dziur”>

The end. :)

P.S

WTAJEMNICZONYM UCZESTNIKOM “akcji mgr” chciałam ponownie podziękować za WSZYSTKO. :)

W pogoni za…tytułem magistra :)

Oj trzeba trochę odkurzyć tego bloga bo przez ten ponad miesiąc przerwy zdążył już zebrać warstwę braku odwiedzin, internetowego pyłu itp rzeczy, które raczej pozwoliły o nim zapomnieć. :) A więc teraz powiew świeżości. :)

Ostatnie miesiące mijają mi na dogłębnej analizie zawartości związków w nijakim Przelocie pospolitym <w ramach pracy magisterskiej>. :D Tak tak wiem, nazwa brzmi niebanalnie i doprawdy śmiesznie. Wywołuje na twarzy rozmówców dziwny grymas zmieszania, zdziwienia, zaintrygowania, po czym padają sztandarowe pytania:

  1. “Yyyyyyyy w czyyyym ?????”
  2. “A co to takiego ?????”
  3. “Żartujesz sobie ????”
  4. “Aha. A tak naprawdę ???” :)

Ogólnie ujmując reakcja sprowadza się do “Seriously -what ??” :D

No więc w ramach wyjaśnienia. Ów Przelot pospolity to nic innego jak pospolicie rosnące na nizinach <podobno, bo ja jeszcze nie spotkałam :) > zielsko. Trzeba mu oddać, że z wyglądu całkiem całkiem ładne. :) Swoją drogą nie wiem kto zajmuje się wymyślaniem polskich nazw dla tych czasami uroczych roślinek. W każdym razie pomysłowi z nich ludzie. :) Przyznam szczerze, że nie wiem co wspólnego ma nazwa przelot z samą tą rośliną. :)

Praca magisterska nad Przelotem, przelotnie mi nie mija mimo wszystko. :) Więc nazwa zdaje się nie pochodzi od szybkości badań nad ów zielskiem. ;) Ja akurat męczę się z nim już hmmmm….3-ci miesiąc i końca nie widać. Nadal ustalam co w niej siedzi ciekawego lub mniej ciekawego. Ale niech nikt nie myśli, że z tej całej ciekawości wytrzymać nie mogę. ;) Moja cierpliwość przy tych badaniach została już parokrotnie wystawiona <i nadal jest> na próby, więc czekam spokojnie. ;) Jak to mówią “szukajcie a znajdziecie”. :)

Przez te jak na razie 3 miesiące <niecałe> dzień po dniu napotykam/napotykałam się na:

1.proces zagęszczania i związaną z nim nierozłącznie wyparkę

2. rozdzielanie w rozdzielaczach <masło maślane :) > a dokładniej ekstrakcja ciecz-ciecz :D

3. chromatografię wszelkiej maści :D i związane z nią

Wytrwałych i pragnących lepiej poznać szczegóły moich poczynań, odsyłam do linków ukrytych pod magicznymi słowami <wystarczy kliknąć wyrazy zaznaczone kolorkiem>. :D Tam chyba w miarę zrozumiale jest wyjaśnione o co chodzi. :)

Kiedy moje zadania są wykonane i pozostaje cierpliwie czekać, aż matka natura <a może lepiej matka chemia, fizyka itp.> wykona swoje zadanie <lepiej a czasem nie najlepiej>, w głowie rodzą się różne pomysły jak zabić czas. ;) I tu wyobraźnia zaczyna pracować a pomysły na urozmaicenie czasu przychodzą do głowy błyskawicznie. :D Katedra wyposażona jest w wiele przedmiotów, które wykorzystać można do “scenek rodzajowych”. ;) Jak to mówią mała rzecz a cieszy. :D Przykłady: profesjonalne gogle narciarskie, podpory do kwiatów, kije od miotły, korki do butelek, “maski spawacza”. :D Wszystkie te przedmioty wydają się być niesłychanie zabawne w danej chwili. Tak, wiem że to brzmi dziwnie. Może to wszystko efekt wpływu wszelakich rozpuszczalników unoszących się wokół podczas pracy. ?? :P

Przygody z latającymi bibułami, magiczną szafką, jednostronnie dźwiękoszczelnymi drzwiami czy małą powodzią pozostawię bez dalszego komentarza. ;) Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi i niech tak zostanie. ;) Było wesoło, chociaż grozą też powiało. :P Ekipa magistrantek nie próżnuje. :D

Tak w telegraficznym <no może prawie telegraficznym, a jak wiadomo prawie robi duża różnicę :) > przedstawiają się moje zmagania ze zdobywaniem upragnionego tytułu magistra. Przede mną jeszcze praca teoretyczna, która chyba bardziej mnie odstrasza niż praktyczna. No ale może przy odrobinie weny i mobilizacji uda się stworzyć z tego logiczną całość. :) W końcu pewnie się okaże, że nie taki Przelot straszny. :) Sami oceńcie. ;)

P.S

Przy okazji mogę podziękować ów najbardziej wtajemniczonym w te dziwne historie osobom, za uczestnictwo, pogodę ducha i pomysłowość, których rzadko kiedy komuś z tej ekipy brakuje. :D