Dzisiaj w pracy przygotowując sobie kolejną kawę z radia doszedł mnie fragment wiadomości, w której padło słowo Skolimowo. Ponieważ kojarzyło mi się ono tylko z jedną osobą, jakby instynktownie wyczułam że właśnie o Nią chodzi. Nie spodziewałam się jednak, że wiadomość będzie aż tak smutna. Ale jednak…..zmarła Irena Kwiatkowska. Aż mi się nie chciało wierzyć, że miała już 98 lat. Piękny wiek.
Nie wiedziałam nawet że chorowała. Zawsze kojarzyła mi się z niespożytą energią, którą doskonale interpretowała swoich cudownym głosem. Postać to dla mnie niezwykła, bo silnie zakorzeniona w moim dzieciństwie. Bo to właśnie na wierszach Tuwima i Brzechwy czytanych przez Irenę Kwiatkowską wychowywałam się wraz z bratem. Kasetę z Tuwimem mamy do dzisiaj, choć już mocno zdezelowaną. Do dzisiaj znam ją na pamięć i słyszę recytację pani Ireny w:
“O Grzesiu kłamczuchu i jego cioci”
“W aeroplanie”
“O panu Tralalińskim”
Była dla mnie Ikoną, legendą pokoleń, której zawdzięczamy tyle wzruszeń, ciepła, radości. Ta drobna kobieta w swojej genialności była symbolem pewnej bezpowrotnie zanikającej epoki. Epoki z tradycjami, epoki przez wielkie E, kiedy ludzie otoczeni byli kulturą przez duże K, w której każdy szczegół miał znaczenie, był dopracowany i przemyślany. Wszystkie role Pani Ireny, Jej sposób mówienia, uśmiech, są na dzień dzisiejszy naszym Skarbem, który w dobie rosnącego bezguścia należy pielęgnować. To kobieta Cud.
Choć większość Jej nie znała to jednak każdy myśli o Niej ciepło. Była nam bliska. Z pewnością nasze życie byłoby uboższe, bez Jej pośredniego w nim udziału. Moje z pewnością.
Dzisiaj mogę podziękować za to, że słuchając Jej głosu, czy widząc w telewizji, wciąż się uśmiecham i wzruszam, że powracają do mnie obrazy dzieciństwa, które dzięki temu było piękniejsze. Moje obcowanie z Jej “twórczością” sprawiło, że moi Rodzice byli spokojni, wiedzieli że jestem “w dobrych rękach”.
Nie dalej jak rok temu, sięgnęłam po moją ulubioną książkę “Dzieci z Bullerbyn”, tym razem w postaci audiobooka. Jakie to szczęście, że czytała ją właśnie pani Irena.
Irena Kwiatkowska śpiewała kiedyś…..
“A gdy w końcu przyjdzie taka chwila, że
św. Piotr do siebie już zaprosi mnie.
To do nieba też tanecznym pójdę krokiem
Jeszcze piękny szpagat zrobię pod obłokiem”
Uśmiech dla Jej pamięci.
“Guciu wróć”
“Prysły zmysły”
“Tango kat”
