…sprawa to już dawna, pewnie bardzo przedawniona, ale jednak wciąż mnie zastanawia i nie daje spokoju. Dodatkowo moją chęć wypowiedzi podsycił artykuł Joanny Szczepkowskiej w “Wysokich obcasach” <7/2008>. Swoją drogą uwielbiam czytać felietony pani Joanny – proste sytuacje opisane w niezwykle prawdziwy sposób, bogate w trafne spostrzeżenia, szczyptę humoru i ironii.
…sprawa dotyczy łańcuszka….łańcuszka jakich dzisiaj mnóstwo w dzisiejszej rzeczywistości, szczególnie tej wirtualnej.
Niestety tylko niewiele z nich ma na celu rozpowszechnianie przydatnych informacji, tudzież pozwala na chwilę zastanowienia i niesie ze sobą jakieś głębsze przesłanie. Jakby na to nie spojrzeć jest to pewien sposób na dotarcie do szerokiego grona odbiorców. Prędzej czy później każdy pomyśli, że może warto ów głębokie przesłania wzbogacone o piękne zdjęcia i muzykę <niech żyje Power Point
> przesłać dalej.
Co różni jednak ten typ od pozostałych to to, że brak tam listy konsekwencji jakie grożą w wyniku nie przekazania wiadomości dalej.
…większość łańcuszków niestety opiera się na smutnym i żenującym, nie zawaham się użyć tego słowa – szantażu.
Po całej ciekawej lub często nieciekawej oprawie następuje puenta: “roześlij to dalej albo…..” <tu następuje zazwyczaj seria nieszczęść rodem z księgi Hioba
>. Uderzają one w czułe strony ludzkiej natury, wykorzystując łatwowierność, chęć niesienia pomocy….i powodują, że odbiorcą zaczynają miotać dziwne uczucia.
Z jednej strony taka wiadomość jest czasami tak absurdalnie amatorska i śmieszna, że aż trudno uwierzyć, że jej “twórca” <choć to zdecydowanie za duże i poważne słowo na takie osoby> liczy na dalsze rozsyłanie i łatwowierność odbiorcy. Z drugiej strony ów odbiorca, choć przeświadczony o bezcelowości i niedorzeczności tej wiadomości, przesyła ją dalej dla tzw. “świętego spokoju”, “czystego sumienia” etc.
Dziwny to mechanizm naszej podświadomości.
Wyobraźnia osób zapoczątkowujących łańcuszki jest wprost nieograniczona w swojej ograniczoności.
Łatwowierność osób je otrzymujących jest za to chwilami przerażająca.
Z tej bezkształtnej masy łańcuszków, wybił się niedawno jeden, rozprzestrzeniany drogą sms-ową. I nie był to bynajmniej kolejny popis nieograniczonej wyobraźni, a wręcz przeciwnie. Autor tego pomysłu wykazał się absolutnym brakiem wyobraźni i zdrowego rozsądku, pokazał za to swoją skrajną bezmyślność. Oto postanowił zapoczątkować łańcuszek którego treść brzmiała: “Pilnie poszukiwana jest krew grupy A Rh- dla umierającego dziecka! Bardzo prosimy o pomoc. Numer telefonu………….”. Jak można się było spodziewać, każdy kto wyposażony jest w ludzkie odruchy: współczucia, niesienia pomocy rozesłał wiadomość do znajomych, Ci do swoich znajomych itd itd. Cała akcja nabrała dużego zasięgu. Ludzie gotowi byli bez wahania oddać krew, niektórzy chcieli nawet w tym celu przylecieć spoza Polski. Niestety na darmo…
Sms okazał się bowiem głupim żartem, kolejnym irracjonalnym, zakłamanym tworem. Ciekawe czy jego autor <autorzy> są usatysfakcjonowani wynikami swojego zdumiewająco “błyskotliwego” pomysłu? Czy ich wirtualne “dziecko” zyskało wystarczająco dużo uwagi i chęci pomocy ?? Nie wiem czy zdają sobie sprawę z faktu, że to dziecko to nie jest twór ich wyobraźni. Ono żyje gdzieś, ma imię, nazwisko i być może potrzebuje lub będzie potrzebowało kiedyś tej krwi. Ale dzięki temu, że twórcy smsa skutecznie znieczulili ludzi na tego rodzaju tragedię, większość odbiorców zapewne kolejny raz nie będzie już na tyle hojna.
Na całe szczęście pocieszające są wypowiedzi pracowników centrum krwiodawstwa, według których dla pilnie potrzebujących osób zawsze jest zapas krwi, a nawet jeśli jej zabraknie to dostarczana jest z innej stacji krwiodawstwa.
Sprawę smsa bada policja. Podobno “namierzają” sprawców całego zamieszania.
Cieszyłabym się gdyby to całe namierzanie skończyło się pomyślnie i żeby pomysłodawcy tej akcji zostali w jakiś sposób ukarani. Bo zgodnie ze słowami Joanny Szczepkowskiej – na takie osoby musi być jakiś paragraf, a jeśli nie ma to należy go stworzyć.