Filmowe podsumowanie 2007 :) część 2

      9. „300” – This is Sparta !!!

Przyznać muszę, że twórcy filmu poradzili sobie z ekranizacją komiksowej wersji Franka Millera. Wyzwanie było dość duże bo sam komiks otrzymał wiele nagród. Według mnie Zack Snyder i jego ekipa spisali się świetnie. Film to wspaniałe widowisko, począwszy od strony wizualnej  <kolorystyka oddaje nastrój złowrogiej atmosfery>, poprzez akcję obfitującą w brutalne sceny walki, w której przyspieszone i zwolnione ujęcia oddają niezwykłą ekspresję a skończywszy na wszystkich detalach.:) Pod względem technicznym więc film wyróżnia się z tłumu innych <to taki interaktywny komiks>.:) Dzięki narratorowi, którym był jeden ze Spartan, film ogląda się z perspektywy osoby, która żyła w tej rzeczywistości. I chyba o taki odbiór widza chodziło twórcom. Z takiego punktu widzenia nie dziwi więc siła Spartan, która przeciwstawia się kolejnym przeciwnikom w walce. W końcu byli oni do tego szkoleni od najmłodszych lat, są więc w tym co robią najlepsi. Nie są żołnierzami z przypadku, lecz z powołania. „300” przenosi więc widza w iście spartańskie warunki.:) Dużym plusem jest tu też muzyka, która w filmie sprawuje się bardzo dobrze nadając jeszcze większej ekspresji poszczególnym scenom <niestety gorzej sprawuje się ona poza filmem ale nie o tym teraz mowa>. Podobało mi się też ukazanie wątku żony Leonidasa – królowej Gorgo (w tej roli bardzo dobrze spisała się Lena Heday). Gorgo dorównuje ważnością swojemu mężowi, wpływa na jego decyzje i przejmuje rządzenie państwem podczas jego nieobecności. Bezbłędnie swoją rolę zagrał oczywiście Gerard Butler, od którego bije moc władcy, charyzma i do którego czuje się pewien respekt.:) Film o chwale, honorze, odwadze i poświęceniu. Krótkie aczkolwiek wymowne przypomnienie lekcji z historii.:)

  

8. „Ostatni król Szkocji” – czyli Forest Whitaker w swojej życiowej roli 

W filmie tym najbardziej przykuwa niesamowita rola Foresta Whitakera, którego gra została zwieńczona Oscarem. Doskonale potrafił on ukazać postać prezydenta Ugandy Idiego Amina, człowieka o kilku twarzach. Historia opowiedziana jest z perspektywy młodego lekarza <w tej roli James McAvoy>, którego Amin bierze pod swoje skrzydła, zapewniając mu posadę osobistego lekarza. Zafascynowany z początku postacią Amina młodzieniec dość późno dostrzega drugie oblicze władcy – brutalnego, porywczego tyrana, dla którego życie ludzkie nie ma żadnej wartości. A kiedy się o tym przekonuje, na ucieczkę jest za późno, pozostał bowiem bez paszportu, kontaktu z rodziną, zdany wyłącznie na niezrównoważonego władcę. Największy dramat lekarza zacznie się jednak wtedy gdy Amin zechce zemścić się na nim za zdradę. Film jest doskonałym pokazem aktorstwa w wykonaniu Whitakera. Początek obfituje w wiele wątków humorystycznych, aby pod koniec zmienić się w dreszczowiec. Podobała mi się także muzyka skomponowana przez Alexa Heffesa

 

 

7. „Królowa” – czyli próba uczłowieczenia królowej Elżbiety II

Film demaskujący prawdziwe oblicze królowej Elżbiety II a przy okazji całej Jej rodzinki. Reżyser nie stara się jednak pokazać tylko złych stron charakteru królowej, ale towarzysząc Jej w codziennych obowiązkach próbuje tą zimną i apodyktyczną postać „ocieplić” i ukazać z dobrej strony, znaleźć w królowej….człowieka. Scena, w której bezsilna wobec mechaniki samochodowej królowa w oczekiwaniu na pomoc fachowca, z dala od ludzi, etykiety pozwala sobie na uronienie kilku łez, pokazuje ów bardziej ludzką stronę monarchini. Następnie próba „uratowania” jelenia przed polującym na niego m.in. mężem Elżbiety i w kolejnej scenie oddanie hołdu już upolowanemu zwierzęciu odziera królową z iście stalowej i niewzruszonej maski. Reżyser nie stara się jednak oceniać zachowań królowej…pozostawia to już widzom. Doskonała rola Helen Mirren, starającej się uczłowieczyć postać monarchini i rewelacyjna muzyka Alexandre Desplata sprawiają, że film ogląda się z dużym zaciekawieniem, a na koniec – pozwala on wystawić Elżbiecie II własną ocenę.;) 

 

 

 

6. „W pogoni za szczęściem” – czyli od pucybuta do milionera

Oparty na faktach dramat o determinacji i próbach zapewnienia rodzinie godnego bytu. Główny bohater grany przez Willa Smitha walczy o poprawę losu swojego synka z niezwykłą zaciętością, próbując wszelkich sposobów na to by chłopiec w jak najmniejszym stopniu odczuł ten kryzys. Na uwagę zasługuje tutaj ukazana niezwykła więź ojca z synem  <którego gra syn Willa Smitha>. To ona nadaje filmowi autentyczności. Reżyser zastosował dużo kontrastów co pozwoliło jeszcze głębiej odczuwać dramat głównego bohatera. Zestawił on bogatych ludzi w garniturach ze śpiącymi na chodnikach dosłownie pod ich nogami bezdomni. O takie kontrasty w Ameryce nie trudno. Dwa współistniejące obok siebie światy. Główny bohater stara się przeskoczyć dzielącą je przepaść. Obserwując jego starania wierzymy, że mu się uda, trzymamy za niego kciuki, chcemy aby to pasmo nieszczęść i niepowodzeń wreszcie zostało przerwane, traktujemy go jako kogoś nam bliskiego. To film trochę ku pokrzepieniu serc. Udowadnia, że gdy czegoś bardzo chcemy jest duża szansa, że uda nam się to osiągnąć, że nie warto rezygnować z marzeń. Nie wolno się poddawać w „walce” o własne szczęście.

  

5 „Wszystko będzie dobrze” – czyli wiara czyni cuda

Coraz więcej na dużym ekranie polskich produkcji godnych uwagi i ten film z pewnością do nich należy. Od czasu „Placu Zbawiciela”  nabrałam przekonania, że współczesny film polskiej produkcji to nie tylko komedia romantyczna zagrana przez młodych, pięknych aktorów lub pseudo-aktorów. „Wszystko będzie dobrze” to przejmująca historia o tym, że wiara czyni cuda. Historia chłopca, który w intencji przywrócenia zdrowia chorej matce biegnie do Częstochowy. W podróży tej postanawia towarzyszyć mu, niby z dobrych intencji, jego nauczyciel wychowania fizycznego – obecnie staczający się na dno pijak. Historia tych dwojga, potrafi wzruszyć i zmusza do refleksji. Ukazuje niezwykłą nadzieję, dzięki której można dokonać wielkich rzeczy, przyjaźń jaka rodzi się między towarzyszami podróży, a także pozwala spojrzeć nam na naszą religijność. Reżyser temat ten porusza bardzo dyskretnie. Większość ludzi deklaruje swoją wielką wiarę jedynie na pokaz, ale najczęściej prawdziwie zaczynamy wierzyć, gdy coś złego zaczyna się dziać. Wtedy zawierzamy wszystko Bogu. Nie podważa to jednak szczerych intencji głównego bohatera filmu. Dzięki jego poświęceniu i niezwykłej wierze staje się cud, choć nie taki o jakim marzył – uratowana zostaje inna osoba. Niezwykła jest też ostatnia scena, w której można niejako wyczuć czuwającą nad chłopcami opatrzność. Doskonała rola zarówno Roberta Więckiewicza jak i Adama Werstaka nadaja temu obrazowi jeszcze bardziej przekonującego wydźwięku.:) Niezwykle ciepłe, pełne uroku kino, w którym jest miejsce na radość, łzy i poważne sprawy.

  

4. „Małe dzieci” – czyli o dziecięcych marzeniach w dorosłym życiu

Kolejny film ukazujący prawdę o społeczeństwie, demaskujący jego wady w prosty, dobitny ale absolutnie wciągający sposób. Mamy tu pokazany przekrój społeczeństwa. Siedzące w parku plotkary nie zajmują się niczym poza obserwacją innych, komentowaniem i roztrząsaniem różnorakich spraw. Począwszy od domowych problemów, poprzez dywagacje na temat zamieszkałego w pobliżu pedofila, aż do roztrząsania wątku głównego tego filmu czyli romansu Sary (Kate Winslet – w bardzo dobrej roli) i Brada (Patrick Wilson). I to jedyni bohaterowie, którzy nie udają niczego, ujawniając dotąd skrywane pragnienia – ich uczucia znajdują wreszcie drogę ujścia. Nikt poza nimi nie jest tu autentyczny, wszyscy ukrywają coś za ścianami pięknych domów. Każdy tłumi w sobie frustracje, agresje. Każdy goni za  szczęściem, ale większość nie potrafi go osiągnąć. Ci natomiast którzy chcą o nie zawalczyć są potępiani. Przedstawiona historia jest niezwykle prawdziwa i gorzka, wzbudzająca współczucie, śmiech i łzy. Dowiedzieć się można czy w życiu wygrywają dziecięce marzenia, czy przypisana dorosłości trzeźwość umysłu i twarde stąpanie po ziemi….

 

 

 3. . „Gwiezdny pył” – czyli abrakadabra i zła Michelle Pfeiffer  :)

      Dzięki temu filmowi można oderwać się od szarej rzeczywistości i przenieść się do

baśniowej krainy by oddać się magii i czarom.:) Mnie osobiście film nie tylko zaczarował ale także

rozbawił do łez.;) A humor to tylko jeden z atutów tego dzieła. Kolejnym atutem

są wspaniali aktorzy tacy jak Michelle Pfeiffer i Robert de Niro, którzy doskonale potrafili odzwierciedlić baśniowe postaci bawiąc się przy tym swoim wizerunkiem.:) Doskonale ucharakteryzowana Michelle jest w tym filmie najprawdziwszą jędzą jaką można sobie wyobrazić – przebiegłą do ostatniej chwili. Kapitan Szekspir w wykonaniu Roberta de Niro zyskuje u mnie miano najzabawniejszej postaci 2007 roku.:) Jego taniec do „Jeziora łabędziego” jest prześmieszny i niezapomniany.:) Trzecim atutem tego filmu jest wciągająca fabuła pełna magii, tajemnic i czarów. Na pochwałę zasługuje też muzyka stworzona przez Ilana Eshkeriego.:) Jest niezwykle dynamiczna i wyrazista – momentami nawet dominując nad obrazem. Całość więc stanowi niezwykłą, przyjemną dla oka i ucha bajeczną opowieść.:)

  

2. „Sztuczki”– czyli jak za pomocą żołnierzyków i monet pokierować przewrotnym losem

Niezwykle uroczy i ciepły film o tym jak można za pomocą przeróżnych sztuczek i wiary w swoje marzenia, pokierować losem nie tylko swoim ale i innych ludzi. Celem głównego  bohatera było odzyskanie swojego ojca, który odszedł od rodziny. W filmie świat dziecka, którego reprezentantem jest mały Stefek, przeplata się ze światem dorosłych – jego ojca, siostry, jej chłopaka…Świat Stefka jest pełen pomysłów, barw, naiwności, niewinności. Świat jego siostry jest już trochę bardziej skomplikowany – podejmowanie decyzji, ponoszenie konsekwencji swoich czynów, a także czynów młodszego brata to już zdecydowanie inna „bajka”. Mimo to te dwa światy nawzajem się uzupełniają. Akcja toczy się w ponurym, biednym Wałbrzychu, któremu przeciwstawiony zostaje pełen barw, ciepła i uczuć świat bohaterów a zwłaszcza Stefka. „Sztuczki” to kolejne już dzieło polskiej kinematografii, z którego można być dumnym. Pokazuje jak niewiele potrzeba, aby los działał na naszą korzyść i po naszej myśli, aby problemy duże jak odzyskanie ojca, znalezienie pracy, dzięki „dziecinnej” wyobraźni zostały rozwiązane.

 

1. Niczego nie żałuję” –  czyli „La Môme Piaf”

Film o niezwykłej postaci w historii muzyki – Edith Piaf, w pełni spełnił oczekiwania jakie w nim pokładałam. A nawet przyznam szczerze przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.:) Żaden film nie wywołał u mnie takiego wzruszenia jak ten i nie wycisnął ze mnie w kinie tylu łez.

Reżyser przedstawił historię życia Edith Piaf unikając chronologii, mieszając wydarzenia z Jej młodości z okresem młodości i z tym kiedy była już schorowaną kobietą u schyłku życia. Twórca uniknął przez to typowo nudnego biograficznego filmidła. Najważniejsza w tym filmie jest rola główna rzecz jasna, w której znakomicie spisała się  Marion Cotillard. Po pierwsze ze względu na doskonała charakteryzację dzięki czemu do złudzenia przypominała Edith Piaf, nawet w okresie mocnego wyniszczenia chorobą. Po drugie dlatego, że wiernie odtwarza zachowania, gesty, mimikę piosenkarki czasami trochę nawet przerysowując tą postać, co powoduje, że nie można w nią nie wierzyć. Jest niesamowicie wręcz wiarygodna. Wielkim plusem filmu są też towarzyszące mu wciąż niezwykłe piosenki Piaf, które reżyser umiejętnie umieścił w filmie tak, aby mówiły o tym co było dla nich inspiracją i jak powstały. To powoduje jeszcze większe przeżycia dlas oglądających.

Twórcy filmu nie starali się dokładnie odtworzyć wszystkich wydarzeń z życia Piaf. Pokazał te najważniejsze, które wpłynęły na wizerunek piosenkarki, na jej fenomen i niepowtarzalność, te które ją ukształtowały. W filmie ukazana jest też pięknie wizja ówczesnego Paryża.

Dla mnie „Niczego nie żałuję” jest najpiękniejszym filmem minionego roku. Dzięki niemu można zrozumieć kim naprawdę była Edith Piaf i co wpłynęło na jej niepowtarzalny wizerunek sceniczny – odkryć tajemnicę Jej życia. Doskonała rola Cotillard i oryginalne nagrania sprawiają, że między prawdą i fikcją nie ma żadnej granicy. Jesteśmy jakby naocznymi świadkami życia tej niezwykłej osoby. Ten film to niezwykle emocjonalny portret „La Môme Piaf”.

Filmowe podsumowanie 2007 :) część 1

Wielkimi krokami zbliża się koniec roku…czas wiec na podsumowania.W ramach podsumowań wiec mój ranking filmów 2007. Powstał on na podstawie obejrzanych przeze mnie tegorocznych filmów poddanych ocenie mojego gustometru. Wybrałam 15 które z takich czy innych powodów utkwiły mi w pamięci i do których z chęcią powróce. Przyznać musze jednak ze wybór był niezwykle trudny bo zarówno polskie i zagraniczne produkcje odznaczały się wysokim poziomem. W każdym razie z tego co udało mi się zobaczyć stworzyłam swój własny ranking. Przy każdym z filmów krotki komentarz uzasadniający ów wybór. A zacznę od końca…

 

15. „Zakochany Moliere” – czyli niezane losy znanego komediopisarza

Film niezwykle zabawny, z doskonałą grą głównych aktorów ( Romana Durisa, Fabrice Luchini, Laury Morante). Twórcy filmu stworzyli własną wersję zdarzeń jakie mogły mieć miejsce kiedy Jean-Baptiste Poquelin znany szerszej publiczności jako Molier zniknął nagle w wieku 22 lat. Obserwować możemy przemianę młodego aktora bezgranicznie oddanego sztuce dramatu w najsłynniejszego autora komedii w umiejętny sposób ośmieszających ludzkie wady. Film z niezwykle zabawną akcją, błyskotliwym humorem <szczególnie zapada w pamięć scena w której Tartuffe uczy pana Jourdaina „jak udawać konia” > i bardzo dobrą grą aktorską. Nie brak tu także wszechobecnego wątku miłosnego, który jest motorem napędowym dla głównego bohatera.:)

  

14. „Malowany welon” – czyli o znalezionej na końcu świata miłości

- niezwykłym atutem tego filmu jest cudownie kojąca, hipnotyzująca muzyka Alexandre Desplata, która słusznie została uhonorowana Złotym Globem, a także przepiękne zdjęcia. Małżeństwo egocentrycznej, naiwnej dziewczyny z poważnym,  przystojnym i zakochanym w niej bakteriologiem staje się punktem wyjścia dla dalszej historii. Rozkapryszona małżonka bez chwili namysłu zdradza swego męża, co z kolei zmusza go do postawienia jej w dość trudnej sytuacji. Wybór pomiędzy rozwodem-skandalem a wyjazdem do ogarniętej cholerą prowincji nie jest dla żyjącej z głową w chmurach kobiety łatwą decyzją. Z dwojga złego postanawia towarzyszyć małżonkowi. Od tej pory przechodzi ona niezwykłą przemianę wewnętrzną. Zaczyna naprawdę poznawać swojego męża, dostrzegając jego szlachetność i niezwykle dobre cechy. W sobie również odnajduje ona odrobinę współczucia, dobrego serca i poświęcenia. Uczucie między nimi rozkwita na nowo lecz tym razem jest obustronne i niestety znów zagrożone….Jak dla mnie trochę za dużo tych pozytywnych przemian bohaterów. Mało wyrazista postać małżonki grana przez Nami Watts. Cała historia ukazana troszkę za mdło i bez wyrazu, jednak dająca „małą lekcję życia”.

  

13. „Wielka cisza” – „Im dłużej panuje cisza, tym trudniej ją przerwać” S.King

- film niezwykły i niepowtarzalny. Głównym bohaterem oprócz zakonników <kartuzów> jest cisza. „Cisza, która się wzmaga”.:) Film więc jest dobrym sprawdzianem dla współczesnego człowieka, który chcąc, nie chcąc żyje w wiecznym hałasie, otoczony przeróżnymi dźwiękami. Trudno jest bowiem z początku przyzwyczaić się do ogarniającej nas ciszy podczas śledzenia życia kartuzów. Większość z nas przyzwyczajona do zgiełku, czy to ulicznego, czy to w centrach handlowych nie pojmuje jak można wytrwać w milczeniu i ciszy – dzień, dwa a co dopiero lata…Stąd zdumienie nasze podczas obserwacji tych zakonników. Jedynymi odgłosami jakie do nas dochodzą podczas 3 godzinnego seansu są odgłosy przyrody: śpiew ptaków,odgłosy klasztornego życia: modlitwy, śpiewanie, bijący dzwon, zmywanie naczyń, rąbanie drzewa na opał. Film ten polecam więc jako balsam dla każdego z nas żyjącego w epoce telefonii komórkowej i wiecznego zgiełku. Pozwoli nam dostrzec i usłyszeć to na co na co dzień nie zwracamy uwagi. Przeniesie nas dosłownie w inny świat, z którego wyrwać nas może niestety dzwoniący telefon komórkowy.:)

  

12. „Mała miss” -  czyli grunt to rodzinka 

- pełna niezwykle zaskakujących zwrotów akcji historia jednej z amerykańskich rodzin, składającej się z indywiduów: dziadka narkomana, wujka-niedoszłego samobójcy, matki-która znosi i akceptuje wszystkie wybryki swojej rodziny, ojca-lekko nawiedzonego terapeuty, syna-zbuntowanego nastolatka, który złożył śluby milczenia i wreszcie córki-uroczej, pyzatej Oliwii, która marzy o zdobyciu tytułu Miss Sunshine za wszelką cenę.:) Przerysowanie tych postaci ma służyć uwydatnieniu wad społeczeństwa. Podróż na konkurs jaką odbędzie ta zwariowana i pełna różnic rodzina zaowocuje przemyśleniami i decyzjami, których nie będą żałować. Wszyscy dojdą do wniosku, że jakby nie było tworzą wspólnotę-rodzinę i tak naprawdę nie mogą bez siebie żyć. Słodko-gorzki komediodramat z dobrym lecz nie naciąganym zakończeniem.:)

  

11. „Deja vu” – czyli Denzel Washington ingeruje w przeszłość :)

Bardzo dobre kino akcji z Dezelem Washingtonem w roli głównej.:) Twórcy zrobili z filmu gatunkowy mix łącząc sensacje z thrillerem i science-fiction. Moim zdaniem efekt tego połączenia jest bardzo dobry.:) Dzięki temu udało się opowiedzieć historię niewiarygodną i przy tym zaciekawić nią widza. Napięcie rośnie z każdą minutą filmu, widz jest ciągle zaskakiwany, nie ma więc czasu na nudę.:) Film wieńczy dość zaskakujący koniec. Dla mnie obraz ten jest godny uwagi.:) Oprócz Denzela bardzo dobrze wypadł także James Caviezel, który potrafił nadać swojej postaci niezwykłego mroku i zła, że aż czuć panującą nad nim atmosferę obłędu.:) Film zostaje głęboko w pamięci i będzie powracał niczym tytułowe deja vu.;)

  

      10. „Krwawy diament” – Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta :)

- akcja filmu rozgrywa się w Afryce co dla mnie przynajmniej stanowi duży plus. Fakt pokazana jest ona tutaj dość powierzchownie, ale nie o jej dogłębną analizę chodziło twórcom. Głównym tematem a właściwie „bohaterem” jest tutaj ów tytułowy diament.:) W walce o niego przelało się wiele ludzkiej krwi jak łatwo wywnioskować z tytułu.:) Film do samego końca trzyma w niepewności głównie za sprawą skomplikowanej natury bohatera granego zresztą znakomicie przez Leonardo di Caprio. Człowiek o dwóch twarzach można by rzec – z bezwzględnego, bezlitosnego i cynicznego,  potrafi przejść metamorfozę w łagodnego, wrażliwego na ludzką krzywdę człowieka.;) Bardzo dobrze w zagrała też Jennifer Connolley  rolę trzeźwo myślącej i błyskotliwej reporterki, z której na szczęście nie zrobiono cukierkowej damy i której nie straszne zabłocone samochody, brak makijażu i poplamione ubrania.;) Perypetie bohaterów zostały wplecione w dość istotne tło – wyzysk ludzi, okrucieństwo i bezsens wojny, w której do walki szkolone są nawet dzieci. Wstrząsające, pełne akcji kino.:) Wielki plus należy się także za rewelacyjną muzykę Jamesa Newtona Howarda.

 

c.d.n….:)

Gdybym była…

Gdybym była….

1. owocem, byłabym: wisienką :)

2. kolorem, byłabym: zielenią – nadzieją

3. zwierzęciem, byłabym: kotem :)
4. domowym urządzeniem, byłabym: ekspresem do kawy :)
5. książką, byłabym: „Nowymi przygodami Mikołajka”, „Dziećmi z Bullerbyn”, :) „Cesarzem” – Kapuścińskiego

6. jakimś elementem ubrania, byłabym: ciepłym szalikiem ;)
7. elementem biżuterii, byłabym: kolczykiem

8. przedmiotem, byłabym: aparatem fotograficznym ;)
9. samochodem, byłabym: szybkim, zwrotnym, niezawodnym
10. żywiołem, byłabym: ogniem

11. drzewem, byłabym: brzozą – wyróżnia się wśród innych :)

12. napojem, byłabym: kawą z mlekiem i z cynamonem :)

13. smakiem lodów, byłabym: straciatella ;)

14. osobą, byłabym: sobą

15. planetą, byłabym: niezdobytą, jeszcze nieodkrytą
16. owadem, byłabym: motylem – lekkim, wolnym, kolorowym ;)

17. środkiem publicznego transportu byłabym: tramwajem

18. piosenką, byłabym: „And it’s supposed to be love” , „Life is Real” – Ayo
19. filmem, byłabym: „Masz wiadomość” „Igraszki losu” – idealne :)

20. porą roku, byłabym: jesienią – ale tą prawdziwą – złotą ;)

21. kwiatkiem, byłabym: tulipanem ;)
22. pracą, byłabym: fotografem.
23. kreskówką, byłabym: Tweetym ;)
24. miejscem, byłabym: niezwykłym, do którego chce się wracać ;)
25. podarunkiem, byłabym: uśmiechem :)

26. wspomnieniem, byłabym: pierwszym pocałunkiem ;)
27. miastem, byłabym: Sopotem ;)

28. zmysłem, byłabym: smakiem
29. grą, byłabym: The Sims ;)

30. słodyczą, byłabym: żelkiem Haribo
31. porą dnia, byłabym: porankiem który budzi promieniami wschodzącego słońca

32. wynalazkiem, byłabym: tym którego jeszcze nie odkryto

33. częścią ciała, byłabym: dłonią

34. krajem, byłabym: Tybetem

35.smakiem, byłabym: słodko-kwaśny
36.sportem, byłabym: kolarstwem górskim (w wydaniu downhill lub maratonu MTB), narciarstwem (slalomem gigantem), snowboard (halfpipe) – oby poziom adrenaliny utrzymywał się na wysokim poziomie ;)

37. zapachem, byłabym: zapachem choinki w Święta ;)
38. przedmiotem szkolnym, byłabym: biologią

39. flagą, byłabym: flagą Urugwaju

40. budynkiem, byłabym: Koloseum

41. miesiącem, byłabym: grudniem
42. perfumami, byłabym: Aqua di Gio

43. gumą do żucia, byłabym: miętową orbit
44. zabawką, byłabym: klockami Lego ;)

45. materiałem, byłabym: polarem – mięciutkim i ciepłym ;)
46. figurą geometryczną, byłabym: wielościanem ;)

47. odpowiedzią, byłabym: zdecydowana

48. słowem, byłabym: optymizm
49. literą, byłabym: M
50. stwierdzeniem byłabym: „ Nie wiem”

It’s beginning to look a lot like Christmas :)

…wielkimi krokami zbliża się do nas ten “Dzień jeden w roku, bardzo ciepły choć grudniowy”.:-) I pewnie jak większość cieszę się niezmiernie, że to już tuż tuż.:-)

Z roku na rok można zaobserwować przedświąteczne szaleństwo społeczeństwa, które na ostatnią chwilę załatwia wszystkie potrzebne rzeczy – od choinki począwszy a na prezentach i karpiach skończywszy.:) I ponoć ludzie narzekają na brak pieniędzy ale jakoś tego nie da się zaobserwować w ot na przykład pierwszym lepszym centrum handlowym.

Szaleństwo zaczyna się już w garażach gdzie krążące między rzędami samochody, <niczym stado dzikich zwierząt> czyhają na wolne miejsce, a gdy tylko się takowe pojawi rozpoczyna się wyścig – kto pierwszy ten lepszy.:) Do tego dochodzi wypatrywanie na ludzi zmierzających do swoich aut. Najprościej oceniać gdy idzie cała rodzina – wtedy prawdopodobieństwo zwolnienia miejsca jest większe.;) Gdy jednak do samochodu zmierza jedna osoba opcji jest więcej

  • być może zwolni miejsce
  • a może tylko zapomniała czegoś zabrać

…ale nie ma czasu na długie analizowanie sytuacji bo kolejka samochodów czeka.:P I wystarczy chwila zamyślenia i złowrogo brzmiące klaksony rozbrzmiewają niosąc się echem po kolejnych “parkingowych uliczkach”.:-)

…na wyższych poziomach też nie dzieje się lepiej.:-) Wprawdzie już bez klaksonów i połowów miejsc.:-) Tu natomiast, wrzucamy 2 lub 3 bieg i przyspieszamy tempo.;-) Bo być może nie uda nam się znaleźć tego czego szukamy wśród tych sklepów i uda się jeszcze przemieścić do innego centrum handlowego.:-P No ale najpierw rozbiegany wzrok krąży po poszczególnych półkach lub też wieszakach, umysł pracuje przetwarzając ogrom danych, myśli kłębią się niczym cumulusy na niebie. I z tych naszych cumulusów albo spada deszcz, który studzi nasze zamiary, co skierowuje nas do innego sklepu, albo też uderza piorun, wyzwala się energia i pada stwierdzenie: “to jest to – biorę”, “niech będzie to i to” itp.:-) W większości więc przypadków decyzja co i komu kupić zapada podczas tych wypraw handlowych. :P Zawsze coś fajnego w ręce wpadnie, przy takiej ilości. I często nie są to drobiazgi mało kosztowne.:-) Raz do roku można zaszaleć.;-)

…wszystkie argumenty sprawiają, że większość obywateli zakupy przedświąteczne odkłada na ostatnią chwilę. I zamiast czerpać z tej pięknej i niezwykłej aury stoją w kilkumetrowych kolejkach w Empiku <bo to juz ostatnia deska ratunku – tam z pewnością się coś znajdzie>, Sephorze, Media Markt <w końcu nie dla idiotów> i innych tego typu “placówkach”.

…pomijam już kwestię potraw zamawianych niejednokrotnie w restauracjach itp, no bo wszystkiego przecież nie da się pogodzić. :P

…aha…choinka….. przy okazji zakupów, tak na sam koniec, po drodze do samochodu.:-P

A kiedy wszystko już gotowe, rozświetlone i pachnące można zasiąść z rodzinką do stołu, podzielić się opłatkiem i życzyć spokoju i mniej życia w biegu…

Ale tego chyba większość w dzisiejszym pędzącym świecie nie jest w stanie zrobić.:-) A szkoda bo o tylu rzeczach zapominamy, tyle przegapiamy, nie dostrzegamy….

…i z tych moich wywodów zbyt wiele nie wynika pewnie dla większości “pędzących”. A ja częściowo też do nich należę bo inaczej pewnie bym żyła nadal w latach 80-tych. :-p Ale na szczęście zachowałam w głębi resztki czujnego spojrzenia i dostrzegam to czego niektórzy nie widzą. I w związku z tym pozostawiam to też na fotografiach lepszych lub gorszych….I zawsze robię to z nadzieją, że przypadkowo może jakieś zdjęcie otworzy komuś oczy… Niejednokrotnie miałam okazję słyszeć “jakie to piękne zdjęcie” – w końcu jednak piękne jest to co na zdjęciu czyli to co ISTNIEJE w otaczającej nas rzeczywistości…

Na koniec znów muzycznie…ale mam to do siebie, że wiele tematów łączę z piosenkami i w tym przypadku też tak jest. Tym razem przyszła mi do głowy piosenka Mikromusic – “Każdą chwilę łap” – dla zabieganych.:-)

“Na dłoni setki dróg i linii

ścieżki życia i tajemnice

a oczy są oknami duszy,

przez które uciekają myśli.

Zamknę więc powieki aby, je otworzyć i zobaczyć

to wszystko jeszcze raz, jakby za parę chwil miałabym to wszystko stracić

Czas ucieka nam każdą chwilę łap,

poznaj życia smak bo czas ucieka nam.

Stanąć w miejscu choć na chwilę

zauważyć mały detal

piórko które wiatr unosi,

rzęsę na policzku twym.

Zamknę więc powieki aby, je otworzyć i zobaczyć

to wszystko jeszcze raz, jakby za parę chwil miałabym to wszystko stracić

Czas ucieka nam każdą chwilę łap,

poznaj życia smak bo czas ucieka nam.”

P.S

Tak więc spokojnych Świąt i uważnych oczu życzę wszystkim pędzącym obywatelom.:-)

Dzień wesoły…niestety nie do końca

…wszystko zaczęło się od niespodziewanej pobudki na zajęcia.:-P Do tej pory zastanawiam się nad tokiem swojego dzisiejszego myślenia.:-) Niezrozumiałość tego co wymyśliłam tłumaczę późną porą ów procesu < 2 w nocy > i tym, że to ostatni dzień zajęć przed Świętami.:-) A teraz zawiłość moich myśli i ich niespodziewane rozwiązanie.;-)

- hasło –> zajęcia na 9 rano

- myśl 1 –> budzik nastaw na 7:45

- myśl 2 –> czy na pewno zajęcia są na 9 -P <brak planu zaburza stabilność myśli>

Bardziej prawdopodobna godzina to 8…..hmmmm

- myśl 3 –> budzik na 7:45 !!!!!! <czyli bez większych zmian, co w zestawianiu z zajęciami

na 8 dałoby pewnie efekt absencji na zajęciach>, ale myślę dalej…:-)

- myśl 3 część 2 –> telefon do Wojtka w celu zweryfikowania godziny zajęć :-P

- niespodziewane rozwiązanie –> telefon Wojtka o 6:50 – zajęcia jednak na 8 :-/ – “Well, that’s new :)

- puenta –> rozbita przez cały dzień czego efekty były różne -)

… bardzo wesołą częścią dnia okazały się niespodziewanie zresztą zajęcia z oprogramowania aptecznego <nazwy wymieniać nie będę :-P >, a wszystko rozpoczął Stanisław Psikutas bez s.:P Dla wyjaśnienia powiem, że był to wymyślony przez poprzednich użytkowników programu, magister farmacji obsługujący program.;-) W pierwszej chwili pomyślałam, że to autentyczna osoba z katedry technologii postaci leku więc starałam się zachować choć odrobinę powagi, ale wystarczyło spojrzeć na kolegę Przemka, żeby przestawić się na inny tok rozumowania i wybuchnąć śmiechem.:-) Dla niewtajemniczonych ten tok rozumowania to nawiązanie do filmu “Chłopaki nie płaczą” gdzie ów Psikutas bez s występował.;-) No coż, może nie wydać się to specjalnie śmieszne ale w danej chwili była to dla nas ładunek wybuchowy.:-P

… dalsza część zajęć to kontynuajca kolejnych śmieszostek np. uzasadnienie wypisania recepty farmaceutycznej na zaproponowaną przez Przemka Viagrę -P —> ratowanie ludzkości. ;-P Czytając to widać lekko przerażającą wizję przyszłych farmaceutów – poważnych osób na poważnym stanowisku.;-P Ale jeszcze jest okazja do takich niewinnym żartów i to pocieszające…:-) …chociaż z drugiej strony tu zaczyna się ta druga odsłona dnia – trochę mniej wesoła.

…szkoda, że tych wesołych chwil spędzonych w gronie “współtowarzyszy farmaceutycznej doli i niedoli” jest już coraz mniej…Jeszcze tylko kilka zajęć w Nowym Roku egzaminy i każdy rozejdzie się w swoją stronę. Smutne to….:-( Niby każdy dążył do jak najszybszego skończenia tych bądź co bądź ciężkich studiów, ale kiedy ta chwila nieuchronnie się zbliża każdy chciałby cofnąć czas.;-) Ok, może nie każdy, ale mnie takie myśli nachodzą. W perspektywie jedynie prawdziwie dorosłe i samodzielne życie, praca, rodzina, dom <kolejność dowolna :-P >. Oj będzie brakować tych pięknych, w miarę beztroskich momentów…..:-/ Ech…koniec tego posta bo zaczyna wykazywać tendencję spadkową….

Tak na sam koniec optymistyczny fragment piosenki Magdy Umer, która przemknęła mi właśnie przez myśl, chyba trochę odnośnie powyższych moich przemyśleń…

“Przez kolejne grudnie, maje

Każdy goni jak szalony

A za nami pozostaje

Sto okazji przegapionych.

Ktoś wytyka nam, co chwila

W mróz, czy upał

W zimie, w lecie

Szans niedostrzeżonych tyle

I ktoś rację ma, lecz przecież…

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy

Jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany

Jeszcze wiosenne deszcze obudzą ruń zieloną

Jeszcze zimowe śmieci na ogniskach wiosny spłoną

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze wzrok nam się pali

Jeszcze się nam pokłonią Ci co palcem wygrażali

My możemy być w kłopocie, ale na rozpaczy dnie

Jeszcze nie

Długo nie

Jeszcze w zielone gramy chęć życia nam nie zbrzydła

Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła

I myśli sobie Ikar, co nieraz już w dół runął

Jakby powiało zdrowo to bym jeszcze raz pofrunął

Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera

Gramy w nim swoje role naturszczycy bez suflera

W najróżniejszych sztukach gramy

Leczw tej, co się kończy źle

Jeszcze nie

Długo nie.”

AfryKamera – czyli o Afryce i filmach słów kilka

Dzisiaj coś o Afryce w związku z zakończonym festiwalem filmów afrykańskich AfryKamera, który odbywał się w kinie Rialto w Poznaniu już po raz drugi zresztą.:-) Oczywiście sama idea  tego festiwalu jest dla mnie bezsprzecznie fantastyczna i to nie tylko dlatego, że Afryka stanowi dla mnie najbardziej intrygujące i godne poznania, pod każdym względem, miejsce na Ziemi. Ale z perspektywy każdej innej osoby, która być może nie pała taką sympatią do tych regionów co ja, to doskonała możliwość do urozmaicenia repertuaru o inne produkcje niż amerykańskie.:-)

..ale teraz trochę dokładniej i tylko z mojej perspektywy.:-) Niestety nie udało mi się obejrzeć wszystkich filmów, czego bardzo żałuję ale na szczęście jakieś 90% było mi dane zobaczyć.:) Wnioski ogólne jakie nasuwają mi się po tych dość różnorodnych seansach – filmy zupełnie innych niż wszystkie -  nieprzerysowane, prawdziwe, z przesłaniem a niekoniecznie z happy endem, naładowane niezwykłą dawką emocji zarówno tych pozytywnych jak i tych negatywnych, które ogląda się z zapartym tchem i zaciekawieniem. Zrealizowane bez żadnych udziwnień i efektów mniej lub bardziej specjalnych, ale przez to bardziej trafiające do widza. No i co ważne, wzbogacone w niesamowitą oprawę muzyczną.;-) Tak naprawdę chwilami ten świat wydawał się tak nierealny…a przecież istnieje…..To tak jakby dla tego miejsca na ziemi, a przynajmniej jego większej części, czas nagle zatrzymał się, gdy tymczasem  reszta świata parła do przodu i rozwijała się…Smutne to, bo zadać można sobie pytanie dlaczego akurat to miejsce, Ci ludzie ???…. Kontynent, który mimo niezwykłych bogactw naturalnych jest najbiedniejszy na globie….Wszystkie filmy ukazywały niewyobrażalnie ciężkie warunki w jakich żyje przeciętny obywatel Afryki, jak każdy dzień jest walką o przetrwanie…A to co najbardziej uderzało, to że świat dzieci <młodszych i starszych>  praktycznie niewiele różni się od świata dorosłych. Każdy w tej rzeczywistości zdany jest wyłącznie na siebie…

Afryka to jednak kontynent kontrastów więc jest zło, płacz, łzy i bezradność ale jest też radość, nadzieja, muzyka. Ta ostatnia jest nieodłącznym atrybutem ludności Afryki i towarzyszy im wciąż zarówno w tych dobrych jak i złych chwilach. Niezwykłe było użycie jej jako swego rodzaju broni przez mieszkańców RPA podczas apartheidu. W ten właśnie sposób zrodziła się amandla (siła) – pieśń buntu. O niej opowiadał film Lee Hirscha, który obok wywiadów z ludźmi tworzącymi a także wykonującymi amandle, przedstawia historie rewolucyjnej pieśni i jej znaczenie w walce ludności czarnoskórej przeciwko dominacji białych. Najbardziej zapada w pamięć historia kobiety, która mimo zaawansowanej ciąży była przesłuchiwana i okrutnie torturowana. W filmie nie zabrakło też postaci sztandarowej jaką był Nelson Mandela.

Poruszający był też krótkometrażowy film Escudo (Muszelka) opowiadający historię młodej dziewczyny, która w poszukiwaniu lepszej przyszłości wyjeżdża do Johannesburga. Rzeczywistość jednak bardzo szybko okazuje się dla niej jeszcze bardziej okrutna niż do tej pory, bowiem pod przykrywką pracy kelnerki kryje się praca w domu publicznym. Próby ucieczki okazują się bezskuteczne, bohaterka nie ma najmniejszych szans na uzyskanie czyjejkolwiek pomocy…pozostaje więc bez wyjścia….staje się jedną z kilkuset tysięcy kobiet-ofiar handlu ludźmi…..

Reasumując więc moje powyższe myśli – niezmiernie się cieszę, że są jeszcze entuzjaści którzy starają się przybliżać polskiemu społeczeństwu obraz Afryki.:-) Kontynent to niezwykle bogaty pod wieloma względami – kulturalnym, religijnym, kuszący przyrodą, klimatem, krajobrazem…..to też kolebka ludzkości…Niestety w równowadze ze wszystkimi walorami pojawiają się głód, wojny, choroby, wyzysk mieszkańców, nie spotykane na taką skalę w innych zakątkach globu. Festiwal przybliżył więc wszystkie najważniejsze tematy związane z Afryką…mam nadzieję, że takich inicjatyw będzie coraz więcej.:-)  

About this blog….:)

…dziś krótkie wyjaśnienie…dlaczego ów blog powstał.:) WHY….??? W-H-Y ?? -P Opcji teoretycznie jest kilka:

  • zaczął się nowy miesiąc ?
  • zbliża się wielkimi krokami koniec roku – czas na rachunek sumienia ;P ?
  • coś się zmieniło w moim życiu ?
  • tak po prostu ? P

…i każda z nich ma w sobie ziarenko prawdy < bezsprzecznie ta ze zbliżającym się końcem roku i że nastał grudzień -P >. Ale dochodzi do tego jeszcze parę wewnętrznych przemyśleń, kotłujących się myśli, znaków zapytania…i wszystko co się dzieje dookoła, a co chciałabym skomentować.;-) Czasem więc mam zamiar pozostawić tutaj kilka słów o tym i owym.:-)

Przełamałam więc pewien schemat, którego się trzymałam – że internetowe blogi to kiepski pomysł na przelewanie myśli.;) No coż do tej pory kilkakrotnie próbowałam wdrożyć w życie coś na kształt “pamiętnika” i zaznaczam, że było to dość dawno.:) Przyczyny ich powstania też były podobne jak te wymienione wyżej.;) Niestety każdy z tych pamiętników nie był używany długo…

  • bo nie zawsze chciało pisać
  • bo nie było o czym – w szkole wciąż to samo, wszystkie możliwe zjawiska pogodowe już opisałam….
  • bo zupa była za słona….:P
  • bo wystarczyło zrobić sobie jednodniową lukę a dalszy proces niepisania szedł falowo – podobnie jak przy chodzeniu na wykłady – wystarczy, że raz się nie pojawię i tak już zostaje D

Tak było kiedyś.:-) Tym razem będzie to wyglądało trochę inaczej.:-) Zamiast zapisu codzienności zdarzać się więc będą jakieś głębsze przemyślenia o życiu itp. Hmmm ale zabrzmiało – patos nie z tej ziemi.:) Anyway…niniejszym obiecuję sobie, że coś z tego bloga będzie.;-)

 P.S

…czasem jednak miło jest poczytac te stare zapiski…:-) Łezka się w oku kręci.:-(