Co w muzyce piszczało w roku 2009 – odsłona 2

5 Luty 2010 at 23:09 (Coolturalnie, Muzycznie) (, , )

Teraz małe zestawienie najciekawszych według mnie płyt zagranicznych ubiegłego roku. W porównaniu z polskimi wydawnictwami miałam nie lada orzech do zgryzienia. Ale w końcu po długich namysłach powstało to oto podsumowanie, w którym w związku z powyższym kolejność nie jest przypadkowa. :)

10. Pete Yorn & Scarlett Johansson – “Break up”

Po swoim samodzielnym debiucie na scenie muzycznej Scarlett Johansson postawiła tym razem na kolaborację z kimś bardziej doświadczonym na tym polu. Okazał się nim być Pete Yorn – amerykański muzyk i tekściarz. Inspiracją do powstania tego krążka były nagrania Serge’a Gainsbourga i Brigitte Bardot z lat 60-tych. W porównaniu z poprzednią płytą, Scarlett postanowiła kroczyć przez mniej grząski grunt, niż covery legendy pokroju Toma Waitsa. Dzięki jej współpracy z Yornem otrzymaliśmy przyzwoity, ciepły, nieco liryczny krążek. Od kołyszących rytmów <”Clean”>, przechodzi raz po raz w bardziej żywiołowe kawałki jak “Relator”. Są też perełki jednocześnie żywe i kołyszące takie jak “I don’t know what to do”. Płyta nie zebrała pochlebnych opinii, ale mnie się spodobała i z każdym odsłuchaniem podoba mi się jeszcze bardziej. Klimatyczne gitarowe brzmienia, pośród których Pete i Scarlett śpiewają trochę jakby od niechcenia. Nie jest to jednak wadą lecz zaletą krążka. Jest on niebanalny, a jednocześnie nie zmusza nas do usilnego skupiania się na nim – leniwie przeplata się przez pół godziny przez naszą świadomość i sprawia tym samym dużą przyjemność. Co więcej – zagnieżdża się w niej i dlatego chęć ponownego odsłuchania szybko wraca.

Posłuchaj wybranych utworów

9. Camera Obscura – “My Maudlin Career”

Jeśli ktoś ma ochotę teleportować się w lata 60-te aby posłuchać tamtejszej muzyki, nic prostszego – wystarczy włączyć nową płytę zespołu Camera Obscura, znanego ze swoich zamiłowań do  tematów muzycznych w odcieniach retro. O ile jednak na wcześniejszych krążkach styl rodem z lat 60-tych mieszali z country pop i rockiem, o tyle na nowym oddali hołd wyłącznie dla lat 60-tych. Na płycie jest urokliwie, kobieco, słodko…. Głos wokalistki Tracyanne Campbell jest największym atutem – piękny, nietuzinkowy. W połączeniu z lekko zadumanymi melodiami, aranżacyjnymi smaczkami, delikatną gitarą, smyczkami, trąbkami wprowadza słuchacza w bajkowy świat, dziecięce skojarzenia. Tracyanne jest też autorką tekstów budując za ich pomocą obraz nieporadności własnego pokolenia. Jest więc zagubienie emocjonalne, są rozstania i powroty, miłość odmieniana przez wszystkie przypadki, zachwyt połączony ze smutkiem…. Trochę też w tym wszystkim cynizmu bo wokalistka posługuje się sztampowymi obrazami np. spacerów o zachodzie słońca itp. Co ważne – z jej spostrzeżeniami utożsamić się może dokładnie każdy, bo nasze życie składa się z takich właśnie powielonych chwil. Trudno pisać o tej charakterystycznej muzyce i tak niepowtarzalnym brzmieniu. To trzeba usłyszeć.

Posłuchaj wybranych utworów

8. Madeleine Peyroux – “Bare bones”

Spokojnie, elegancko, stylowo – tak w skrócie można podsumować najnowsze dokonanie Madeleine Peyroux. Dla większości słuchaczy pewnie jest to nieco staroświeckie, niewspółczesne, jednak nie da się ukryć, że nadal przyjemne. Peyroux jest konsekwentna w swojej twórczości, inspirowanej legendą – Billie Holiday. Rzadko kiedy spotyka się takie podobieństwo głosów, jednak mimo tego atutu w przypadku Peuroux nigdy nie było można mówić o artystycznej wtórności. Na piątej już z kolei płycie artystka śpiewa nastrojowo, delikatnie, powściągliwie, z tą różnicą, że wszystkie kompozycje są jej autorstwa. Artystka ewoluuje, ufając swoim możliwościom od A-Z. Płyta przez to zyskuje – jest bardziej osobista, intymna. Peyroux śpiewa swobodniej, jest prawdziwa i przekonująca. W tekstach ukrywa wiele ważnych przesłań, głębokie historie, ale dla równowagi pojawiają się też kompozycje beztroskie i radosne. Mimo tych różnych uczuć przeplatających się na płycie, nie usłyszymy wyraźnych ekspresji, lecz delikatne niuansowanie głosem, za którym kryje się intensywność emocji. To właśnie intryguje i nie pozwala się oderwać od tego krążka.

Posłuchaj wybranych utworów

7. Kings of Convenience – “Declaration of dependence”

Projekty takie jak Kings of Convenience nigdy nie trafią do szerszej publiczności, nie pociągną za sobą tłumów rozkrzyczanych fanek. Dlaczego ? Są zbyt intymne, zbyt delikatne, za mało skoczne, zbyt skupione. Ale jeśli ktoś odnalazł się w dźwiękach spod znaku Simon and Garfunkel, czyli krótko mówiąc akustycznego, melancholijnego, relaksującego indie-popu, to z pewnością ich spadkobierców z Norwegii dobrze zna, a jeśli nie to powinien poznać. Mimo iż od ich ostatniego albumu upłynęło już 5 lat i wiele się w muzyce zmieniło, to panowie z Kings of Convenience na nowym krążku pokazują, że świetnie się czują w opanowanej przez siebie estetyce i niczego zmieniać nie chcą. To właśnie prostota, minimalizm środków (2 gitary akustyczne, gdzieniegdzie bas i wiolonczela), naturalność, kameralny klimat, ciepło płynie z każdego utworu na tej płycie. Wszystko to dokładnie obrazuje okładka albumu. Według mnie powrót tego duetu można zaliczyć do bardzo udanych – stworzyli kolejny przemyślany i dopracowany krążek, na którym zarówno w warstwie lirycznej jak i w muzycznej słychać tytułową niezależność. Tak trzymać !

Posłuchaj wybranych utworów

6. Paolo Nutini – “Sunny side up”

To co dla mnie jest niesamowite na tej płycie, tak jak na poprzedniej to głos tego wokalisty. Absolutnie niepowtarzalny, dojrzały, głęboki i magnetyczny….A do tego brytyjski akcent. No ale teraz coś o samej płycie. Jego poprzedni krążek “These streets” maglowałam przez długi czas, bo “skrojony był” idealnie. Wciągał, a całość utrzymana była w lekkiej popowej konwencji. Na nowej płycie czekała mnie niespodzianka. Okazało się, że przez trzy lata wokalista dojrzał muzycznie, czego owocem jest zróżnicowany stylistycznie i intrygujący zestaw utworów. Płyta przypomina bombonierkę – nie wiadomo na co się trafi. Ważne jest jednak to, że za każdym razem trafiamy na ciekawostkę, coś nowego, innego. Nutini postanowił czerpać z różnorodnych gatunków i robi to w sposób błyskotliwy i umiejętny. Przy każdym kolejnym utworze ukazuje nam swoje kolejne oblicze, wyczarowuje przed nami nowy świat. Paleta barw muzycznych jest szeroka – od ballad, przez country, reggae, folk, aż do rockabilly. Artysta bawi się muzyką, stylem, żongluje skalą swojego głosu, a w warstwie tekstowej też nie ma powodów do narzekań. Trudno uwierzyć, że tak młody człowiek nagrał tak dojrzałą płytę, odchodząc od konwencjonalnych ram muzycznych, a wykorzystując historię muzyki popularnej. Nie pozostaje nic innego jak pozwolić się poprowadzić przez tą urozmaiconą i niezwykle przyjemną drogę jaką wiedzie nas Nutini.

Posłuchaj wybranych utworów

5. The Whitest Boy Alive – ‘Rules”

Szczerze mówiąc jestem osobą która potrzebuje takich płyt jak ta. Chociaż zespół należy do grona tajemniczych, dla potencjalnych słuchaczy ogólnodostępnej miernoty “eskowej”, to dla osób o wyższym szczeblu wrażliwości stanowi cudowny dodatek do codzienności. W szeregach tego zespołu dużą rolę odgrywa członek znanego już ensemblu Kings of Convenience – Erland Øye. Do akustycznego grania wyniesionego z ów duetu dodał z kolegami trochę perkusji, elektroniki i dzięki temu powstał klimat, na którym grupie zależało. Mamy więc klasykę, niezwykle proste motywy ubrane w elektronikę. Efekt – dźwięki z krainy łagodności, całkowite odprężenie, lekkość, ale także nawet lekko taneczne brzmienia pozwalające na delikatne przytupywanie nogą. Całość  jednak nie wybiega poza ramy nazwijmy to akustycznego chillout’u, więc nie można się spodziewać fajerwerków. Wszystko utrzymane w dobrym, stylowym tonie, piosenki przechodzą niespodziewanie jedna w drugą – można się zatracić w tym tchnieniu jakże świeżego muzycznego powietrza.

Posłuchaj wybranych utworów

4. Melody Gardot- “My one & only thrill”

Kolejna artystka z ciekawą barwą głosu. Jej najnowsza płyta jest dopracowana nie tylko pod względem partii wokalnych ale również instrumentalnych. Za orkiestracje zabrał się Vince Mendoza, który zadbał o nią na słynnej płycie Joni Mitchell “Both side now”. Przykładem jego dokonań na płycie Melody jest m.in piękna partia smyczków w utworze “Deep within the corners of my mind”. Producentem krążka jest Larry Klein, który odpowiada za sukcesy Joni Mitchell czy Madeleine Peyroux. Sama zaledwie 24-letnia Melody jest niepełnosprawna, po wypadku jakiego doznała 5 lat temu. To że wiele zmienił w jej życiu słychać na tej płycie idealnie – piosenki są osobiste i dojrzałe.  Można się przy nich rozpłynąć. Szczególnie ciekawa jest interpretacja piosenki “Somewhere over the rainbow” w rytmie bossa-novy- niezwykle pozytywna. Całość wyśpiewana z gracją w parze z subtelną orkiestracją zasługuje na chwilę uwagi. Bardzo przyjemną chwilę do której będziecie wracać.

Posłuchaj wybranych utworów

3. Michael Bublé – “Crazy love”

Jako wielbicielka Franka Sinatry, Nat King Cola, Dean’a Martina itp mistrzów lat przeszłych, przyznaję że młody Kanadyjczyk Michael Bublé doskonale przywraca ducha tamtych lat. Szczególnie czerpie on z dokonań Sinatry chociaż interpretuje także słynne standardy innych sław jak Elvis Presley, Ray Charles, Bee Gees. Na najnowszej płycie swoim niezwykle ciepłym głosem, Michael wyśpiewuje nie tylko znane wszystkim klasyki, ale także autorskie nagrania, a wszystko to ze znanym sobie wdziękiem, polotem, dbałością i rzecz jasna kunsztem wokalnym. Co można zauważyć w porównaniu z poprzednimi dokonaniami wokalisty ? Myślę że pozwala sobie on na coraz większą swobodę interpretacji, balansując na granicy bardziej współczesnego stylu. Otwierające album “Cry me a river” rozwija się dźwiękami rodem z muzyki filmowej – niezwykle mocne wejście. Potem jest równie emocjonalnie, ale także łagodnie i melancholijnie. Idealny album nie tylko na jesienno-zimowe wieczory.

Posłuchaj wybranych utworów

2. Whitney Houston – “I look to you”

Jako zagorzała fanka Whitney po 7 latach czekania i oddania się nieco innym rytmom doczekałam się jej powrotu. I tak jak się spodziewałam Whitney nie zawiodła moich oczekiwań. Podwójnie – powróciła i to w doskonałym stylu. Patrząc na nią aż nie chce się wierzyć że zmagała się  z takimi problemami. Odnośnie muzyki – nie da się ukryć że jest inna od tej, która zachwycała kiedyś. Zmieniły się czasy, zmieniła się  Whitney, zmienił się tez sztab ludzi z nią współpracujących. Na szczęście udało im się dopasować piosenki do Whitney a nie Whitney do piosenek. Ona według mnie odnalazła się świetnie w tym nieco awangardowym stylu. Są jednak utwory, które przypominają stare, dobre czasy i brzmienia Whitney (“I look to you”, “I didn’t know my own strength”). Myślę że przekaz tego bardzo rytmicznego albumu jest jasny – diva powróciła i chce istnieć ponownie w aktualnym świecie muzycznym, a nie tylko w sentymentach ogromnej rzeszy fanów. Nie próbuje tego jednak zrobić na siłę – wpisuje się w nową konwencję dość “taktownie” nie szarżując w stylach jej nieznanych – to wciąż mieszanka soulu i r’n'b, nie popisuje się nadludzkimi wokalizami, śpiewa starannie i z serca. Bo teksty są równie ważne – słychać w nich dojrzałą kobietę po przejściach. A forma w jaką zostały oprawione daje znać, że Whitney nie zatrzymała się w czasie.

Posłuchaj wybranych utworów

1. Richard Bona – “The ten shades of blues”

Niespodzianka jaką zgotował fanom Richard Bona to nie tylko nowa płyta, ale także jej forma. Oto mój ulubiony basista postanowił zaczerpnąć z blues’a, chociaż nie zaniechał całkowicie poprzednich pomysłów na dobre utwory. Płyta jest przemyślana. Bona należy do artystów o niezwykłej muzykalności i pomysłowości – potrafi więc zaskakiwać środkami wyrazu. Żongluje nie tylko dźwiękami wydobywanymi z uderzeń w struny swojej gitary, ale także konwencją, głosem. To sprawia, że kolejna już płyta w jego dorobku należy do udanych. Nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie – od utworów czerpiących z tradycji afrykańskich, przez bluesowe “Good times” (rewelacja!), “Yara’s blues” (harmonijka, Hammond, saksofon i głos Bony – cudowne połączenie), charakterystyczną dla Bony balladę w “M’bemba mama”, kończąc na pastiszu country “African cowboy”. Oj dzieje się na tej płycie dzieje. A to wszystko sprawia, że uznaję ją za najlepszy i najciekawszy krążek zza granicy w mijającym roku. :)

Posłuchaj wszystkich utworów

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Poezja na zakręcie

4 Luty 2010 at 20:44 (Coolturalnie) (, , )

“Dysonans”

świat jest taki mały

świat ma tylko dwa piętra

na wyższym jesteś ty

obok stoi wieczność

ciemna Czytaj resztę wpisu »

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Co w muzyce piszczało w roku 2009 – odsłona 1

29 Styczeń 2010 at 20:34 (Coolturalnie, Muzycznie) (, )

W pierwszej odsłonie muzycznego podsumowania roku ubiegłego skupiłam się na polskim rynku fonograficznym, który ku mojemu zdziwieniu obrodził w wiele ciekawych płyt. Było więc w czym wybierać, choć w porównaniu z zagranicą, czy muzyką filmową, których podsumowania też się ukażą, było znacznie łatwiej. Dodam jeszcze, że mój dość specyficzny gust nie pozwolił na zamieszczenie niektórych płyt, które ukazywały się na wszelakich listach podsumowujących. Być może więc pominęłam wiele uważanych przez niektórych znakomitych albumów, ale jestem tylko człowiekiem i to ze sprecyzowanym gustem muzycznym. ;) Najtrudniej było ustalić kolejność – nie jest więc przypadkowa, poza tym będzie to mix gatunkowy – trochę jazzu, trochę poezji śpiewanej i innych wpływów. :) Czytaj resztę wpisu »

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Bajka o misiu

28 Styczeń 2010 at 17:42 (Różności, sTworzenie) ()

Był sobie miś… Zwyczajny miś, niczym nie różniący się od innych. Miał swojego pana, który nazywał się Mścisław Życiorys. Pan Życiorys kiedy był jeszcze mały dostał swojego misia razu pewnego na akcji o swoistej nazwie “dary losu”. Odtąd wiedli swój dość beztroski żywot i byli nierozłączni. Czytaj resztę wpisu »

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Odzwierciedlenie – część 3

27 Styczeń 2010 at 1:29 (życie) (, , , )

Kolejne już odzwierciedlenie w moim blogowym dobytku… Na marginesie dodam tylko, że tą piosenkę ubóstwiam podobnie jak Krystynę Jandę, która wykonuje ją tak, że za każdym razem aż ciarki przechodzą mi po plecach…. Czytaj resztę wpisu »

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

O przemijaniu

22 Styczeń 2010 at 3:07 (sTworzenie) (, )

Na granicy przemijania nie liczy się nic,

niezałatwione sprawy,

nieprzyszyty guzik,

niewypowiedziane słowa,

nieodkryte tajemnice,

niespełnione marzenia.

Z ciemnych progów zstępują naraz

bezkształtna masa, bezczelnych myśli,

niechęć wiodąca do unicestwienia,

jaskrawe złudzenia, szara niepewność,

….strach….dreszcz….odtąd tylko cisza….

(“Na granicy” by me) Czytaj resztę wpisu »

Bezpośredni odnośnik 3 komentarzy

Odzwierciedlenie – część 2

21 Styczeń 2010 at 23:21 (życie) (, , , , )

Sporo tych inspirujących muzycznych odniesień znajduję ostatnimi czasy. Tak….każdy dzień może być źródłem wielu ciekawych przemyśleń i wniosków. Czytaj resztę wpisu »

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

W poszukiwaniu

20 Styczeń 2010 at 23:38 (Różności, sTworzenie, życie) ()

Zima chciała ją przechytrzyć okrywając białym kocem swoje smutne oblicze. Miała poczuć się nieco lepiej, uśmiechać się, kiedy spoglądając przez okno mogła obserwować małe istoty czerpiące z tej puszystej osłony pełnię radości lub kiedy sama raz po raz przechodząc po skrzypiącym pod nogami dywanie usilnie próbowała przywrócić wspomnienia o rodzinnych pobytach w górach, o spontanicznych narciarskich wypadach. Czytaj resztę wpisu »

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Odzwierciedlenie

18 Styczeń 2010 at 23:31 (Muzycznie, życie) (, , , , )

Są takie piosenki, wiersze, które chcąc nie chcąc dość dokładnie odzwierciedlają nasz aktualny stan duchowy. Tak się składa, że przez zupełny przypadek przeglądając swoją muzyczną listę natknęłam się na utwór, którego dawno nie słuchałam, ale teraz wracam do niego często, bo jak to mówią nie mogę nic dodać i nic ująć….. Czytaj resztę wpisu »

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Co się wydarzyło w 2009 roku ?

15 Styczeń 2010 at 15:32 (Wydarzenia) (, , , , , , )

Jak co roku czas na podsumowanie wydarzeń, które odbiły się głośnym lub bardzo głośnym echem. Tym razem nieco zmienię formę ich przedstawienia i wyjdę poza narzucony sobie wcześniej schemat, w zamian za to dając sobie więcej swobody w ich doborze. Czytaj resztę wpisu »

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Next page »