Commercials….:)

Muszę przyznać, że dawno żadna reklama nie rozbawiła mnie do tego stopnia. :) Krótko lecz dobitnie…. :)

Reklamom Plusa oprócz zachęcenia klientów zazwyczaj przyświeca cel ich rozbawienia – <to drugie konsekwentnie im się udaje mimo, że nie przekonali mnie tym samym do swojej sieci>. :)

Tym krótkim wpisem życzę by “droga prowadziła was tak, by pięta nie zsuwała się z klapka np na szyszkę” i żeby “słońce świeciło zawsze pionowo nad Waszymi kapeluszami, aby całe Wasze twarze pozostawały w cieniu”.  ;)

Majówka

Ostatnimi czasy pojęcie “dzień wolny” zaczął mieć dla mnie ogromne znaczenie. Absolutne oderwanie od rzeczywistości jest czymś do czego dążę nieustannie i z utęsknieniem od dłuższego czasu. Ot tak po prostu nie myśleć o pracy i wszelakich z nią związanych obowiązkach, o tym czego brakuje w domu do codziennej egzystencji mojej i kota, o sprawach małych i dużych także tych niezwiązanych z wyżej wymienionymi elementami życia. :)

Zasadniczo nie pamiętam kiedy pozwoliłam sobie na wolne dłuższe niż 3 dni. Hmmm – nie jest dobrze, bo coś takiego, jak wakacje w pojęciu obszernym <miesiąca, dwóch czy trzech> wymazano już z mojego grafia. :( “Well, this is just sad”. :P

Ale nie jest tak źle, w końcu nadszedł majowy weekend dłuższy od długiego, który w moim pojęciu skurczył się do 2 dni. :P Spakowałam więc bagaże <te minionych doświadczeń też :P >, kota i pojechałam do domku. :) Home sweet home. :)

Pogoda na szczęście dopisała, więc można było wręcz zachłysnąć się świeżym powietrzem przesyconym zapachem rozkwitających wszędzie roślin.:) A na ich brak w naszym ogrodzie nie można narzekać. ;) Pod czujnym okiem Rodziców wszystko aż kipi od kolorów, zapachów i  różnorodności. ;) Kontaktu z otaczającą zielenią w środku miasta więc nie zabrakło. ;) To jedna z korzyści jaka wypłynęła z tego weekendu.

Tulipanki

Kociaki korzystając ze sprzyjającej pogody, wyszły na łowy – “sekcja specjalna zawsze lojalna” <kto film widział ten wie, skąd cytat ów pochodzi :) >

Przebudzenie i wizualizacja terenu

Przebudzenie i wizualizacja terenu

Lokalizacja wroga

Lokalizacja wroga

Przyczajony tygrys, ukryty smok

Przyczajony tygrys, ukryty smok

Atak

Atak

Poza  tym relaks, chociaż w sobotę nad ranem na równe nogi postawił mnie telefon z pracy. :P   Wszędzie człowieka złapią. :P Na szczęście alarmu wielkiego nie było, ale spokojny sen prysnął.

Była też wizyta u Babci w szpitalu. Tam niestety jak zazwyczaj, dopadło mnie przygnębienie, mimo że starałam się iść prosto przed siebie instynktownie nie zerkając w stronę poszczególnych sal. Mimo to ciężar tego miejsca nie pozwala mi nigdy przejść przez nie beznamiętnie. Pocieszający był jednak fakt, że odnotowałam poprawę stanu zdrowia u Babci, chociaż na zdecydowane postępy rekonwalescencji będzie trzeba poczekać…dłuższy czas… Ale i tak jest się z czego cieszyć, tym bardziej że można przy okazji ucieszyć drugą osobę swoim widokiem i obecnością. ;) A Babcia z tego cieszy się zawsze i wszędzie. :)

…zgodnie z regułą przekory, lub którąś z jej modyfikacji życiowych wolny czas upływa za szybko, więc ledwo nacieszyłam się wolnością, a już jej przyjemny czas chylił się ku końcowi. Na kolejny taki luksus ku mojemu zadowoleniu w objętościowo większym wydaniu przyjdzie mi czekać do sierpnia, o ile stanę się szczęśliwą posiadaczką tzw “urlopu” – co by the way brzmi niezwykle dumnie…

A tymczasem z radością udaję się do pracy. :)

P.S

…w drodze powrotnej moją uwagę jak zawsze o tej porze roku przykuły “oszałamiająco piękne” pola rzepaku. :)

Rzepak ;)

W zawieszeniu ;)

Marzec zawiesił moją dotychczasową egzystencję nad wielką niewiadomą jaką okazał się kwiecień. Sławetne powiedzenie “w marcu jak w garncu” też się przy okazji sprawdziło, lecz nie w odniesieniu do pogody, bo z tego wszystkiego nie pamiętam nawet jaka była. ;)

Koniec marca i początek kwietnia przyniosły ze sobą ogromne zmiany w moim życiorysie, żeby nie powiedzieć przełomowe. :) Żeby jednak w ogóle do nich doszło, należałoby wrócić pamięcią do wcześniejszych wydarzeń. ;) Mniej więcej na początku września ubiegłego roku zaczęły się powolne poszukiwania własnych czterech kątów, w których mogłabym wieść swój postudencki żywot człowieka poczciwego. :P Przyznać muszę, że wbrew pozorom nie jest to takie łatwe, aby spośród tysięcy ogłoszeń wybrać najpierw te, które ewentualnie bierze się pod uwagę, z nich wyselekcjonować te, które zamierza się zobaczyć na własne oczy, a wreszcie z tych, które już się zobaczyło wybrać to jedno jedyne, które roztacza nad sobą przytulną aurę a przy okazji, w którym oczami wyobraźni widzimy swoją przyszłą i szczęśliwą egzystencję. ;)

Anyway – co zobaczyłam to moje. Przeglądanie ogłoszeń w internecie może po pewnym czasie przyprawić o zawrót głowy, oczopląs, ogólne splątanie itp. Jedno jest pewne – zdjęcia kłamią i rozczarowań w tych poszukiwaniach nie brakuje. :P Konfrontacja ogłoszeń z rzeczywistością jest bezlitosna. :P [sic!]

Przypływ pozytywnych wibracji i równie pozytywna reakcja mojej wyobraźni zadziałały tylko w jednym na kilkadziesiąt oglądanych mieszkań i na moje szczęście nastąpiło to w dość szybkim czasie. Ot takie było przeznaczenie. ;)

W tak zwanym międzyczasie pomiędzy owymi mieszkaniowymi perypetiami, a odbywaniem stażu w aptece przyszedł też czas na poszukiwanie pracy, co niezwykle łaskawym zbiegiem okoliczności nie trwało długo i nie podniosło nadto poziomu mojego zestresowania związanego z bieganiem od pracodawcy do pracodawcy. :) Tym niemniej sama rozmowa o pracę kosztowała mnie sporo nerwów, choć jak się później okazało zupełnie niepotrzebnie. :)

To wszystko stało się tak nagle, że tamte wydarzenia pamiętam jak przez mgłę. ;) W myślach powtarzałam jedynie “I’m so excited”. :P

Każdy kolejny dzień przybliżał mnie też nieuchronnie do oficjalnego pożegnania się ze statusem studentki. Towarzyszący mi wtedy ciągle cytat z “Ani z Zielonego Wzgórza”  brzmiał: “jak to musi być przyjemnie być naprawdę dorosłym jeśli tak przyjemnie jest być traktowaną jak dorosła”. :P Nie pytajcie dlaczego. :)

Nie ulega wątpliwości, że praca, rola “pani domu” <jakby nie patrzeć>, nowe obowiązki, nowe wyzwania, potęgują poczucie coraz większej odpowiedzialności za swoje poczynania. Poza tym na studenckie zniżki nie mam już co liczyć. :P [sic!] Mówi się trudno….

Amelka zmian tak dużych się w istocie nie spodziewała. Liczyła pewnie po cichu, że ten stan to tradycyjne przejściowe wędrowanie, które i tak zakończy się w znanych jej dobrze czterech kątach. A tu surprise !!! ;) Jednak po zapoznaniu się z terenem i stwierdzeniu, że zbyt dużo jej rekwizytów przewędrowało razem z nią, przystała na taki stan rzeczy i jest podobnie jak jej pani baaardzo szczęśliwa. ;) Najważniejsze, że ma pod łapką dostęp do swojej kuwety, swoich miseczek z jedzonkiem, zabawek, swojego domku no i swojej pani. :D Chodzi za mną krok w krok <nawet do łazienki :P >, śpi przy mojej poduszce, a po moim powrocie z pracy organizuje komitet powitalny siedząc na komodzie przy drzwiach. ;) Poza tym atrakcji ma co niemiara – nowe widoki za oknem, większa przestrzeń do biegania, więcej ptaków za oknem <mieszkanie na poddaszu robi swoje>. :)

Okres zawieszenia minął, od 1 kwietnia ruszyła lawina nowych obowiązków, którym staram się sprostać. Pocieszająca jest jednak świadomość słusznych wyborów w życiu. Nie wyobrażam sobie innej pracy dla siebie i mimo, że parokrotnie miałam ochotę rzucić te bezlitosne studia, to jednak w rekompensacie za włożony wysiłek spełniam się w tym co robię, a praca nie stanowi dla mnie przykrego obowiązku. Okazuje się, że dziecięce marzenia nie są jednak zbyt górnolotne. :) Idea, która zrodziła mi się dawno temu w głowie zakorzeniła się na tyle silnie, że konsekwentnie choć z początku pewnie nieświadomie dążyłam do jej realizacji. ;) Tak się bowiem składa, że zawsze lubiłam chodzić z Mamą do apteki i byłam pod wrażeniem tego co tam widziałam. ;) Te właśnie pozytywne wrażenia, pomogły mi w późniejszej selekcji na rozstaju dróg po zdanej maturze. :) Było minęło, studia też odchodzą do lamusa, teraz tylko praca, dom, praca, dom….<zgodnie z tym co powiedziała kiedyś pewna mądra kobieta>. ;)

Przyjemnie jest jednak wracać do własnego mieszkania, ze świadomością, że czeka tu na mnie spokój, wyciszenie, gdzie wszystko toczy się moim własnym rytmem, do azylu, który zasypia i budzi sie razem ze mną. ;)

Mój prywatny box office 2008 ;)

Czas na niestety nieco opóźnione podsumowanie tego, co działo się w ubiegłym roku na kinowych ekranach, a co najbardziej przypadło mi do gustu. ;) W 2008 roku byliśmy świadkami wielu rodzimych premier. Wśród nich najwięcej było romantycznych komedii <”Jeszcze raz”, “Nie kłam kochanie”, “Rozmowy nocą” itp.,  itd>, ale znalazły się też ambitniejsze realizacje. Do najbardziej oczekiwanych premier zagranicznych w minionym roku należały m.in.: “Harry Potter i Książę Półkrwi”, “The Dark Knight”,  “Indiana Jones i królestwo kryształowej czaszki”, “Opowieści z Narnii – Książę Kaspian”. Wszystkich filmów wymienić nie sposób, obejrzeć tym bardziej.:) Nie każdy we wszystkich filmowych gatunkach gustuje. ;) Mój osobisty gustometr pozwolił na stworzenie własnego rankingu 15 najciekawszych filmów. ;) Oto i on….

15. “Opowieści z Narnii – Książę Kaspian” – czyli lew, rodzeństwo i książę ;)

Jedna z bardziej oczekiwanych premier ubiegłego roku. Wszyscy miłośnicy Narnii czekali na kontynuację losów Łucji, Edmunda, Zuzanny i Piotra. Pierwsza część oczarowała zapewne większość widzów, stąd duże nadzieje pokładano w ekranizacji kolejnej. Twórcy filmu ponownie wykazali się rozmachem, ale jak dla mnie zabrakło magii obecnej w poprzednim filmie. Nie da się ukryć, że klimat “Księcia Kaspiana” jest zupełnie inny, bo o ile w pierwszej części wszystko było kolorowe, bajkowe, pełne magii, o tyle kontynuacja jest bardzo mroczna, co pociąga za sobą m.in. przytłaczającą kolorystkę. To nie jest już ta sama niewinna Narnia. :) Filmowi zarzuca się  podobieństwo do “Władcy pierścieni” i rzeczywiście można znaleźć kilka analogicznych scen i pomysłów. Tym niemniej nadają one odpowiedniego klimatu i są tej ekranizacji potrzebne. Oczywiście pozytywne wrażenie robią wszelakie sceny batalistyczne i przepiękne krajobrazy, a także muzyka Harry’ego Gregsona-Williamsa <i choć osobiście robi na mnie mniejsze wrażenie niż poprzedni score, sprawdza się w filmie bardzo dobrze>. :) Wadą filmu podobnie jak w pierwszej części jest aktorstwo. Wcielająca się w główne role młodzież jest drewniana, nieprzekonująca, podobnie jak we wcześniejszym przedsięwzięciu. Wypowiadane przez nich sztampowe dialogi są chwilami aż śmieszne w swojej dziecinności <dobrze, że widziałam film w wersji oryginalnej, bo obawiam się, że dubbing byłby nie do przeżycia>. :)   Jedyną prawdziwą i czarującą postacią jest Łucja. Jako jedyna odpowiednio wpisuje się w ten bajkowy świat i oczarowuje nas swoją niewinnością i dziecięcą wiarą w całą dziejącą się magię. :) Honor aktorski ratują postacie króla Miraza <w tej roli Sergio Castellitto>, lorda Glozelle’a, Trumpkina, oraz epizodyczna ale dość wyrazista rola czarownicy Jadis granej przez Tildę Swinton <szkoda, że tak mało jej w tej części>. :) Wrażenie z filmu psują przedłużające się sceny pościgu za Kaspianem, oraz ostatecznej walki, a kompletną pomyłką okazuje się być wyssany z palca i zagrany nieudolnie wątek zauroczenia <bo trudno go nazwać miłosnym> Kaspiana i Zuzanny. Mimo tych minusów miło było znów oderwać się od rzeczywistości i przenieść się w nieco naiwny i magicznie bajkowy świat Narnii.

14. “Niebo nad Paryżem” – czyli opowieść o niespełnieniu ;)

Ten film to mozaika charakterów, ludzkich historii, oraz miejsc. Głównym bohaterem jest Paryż, determinujący życie pozostałych. Ci z kolei doświadczeni w różny sposób, dochodzą do momentu, w którym muszą się zatrzymać i zastanowić nad tym co tak naprawdę jest celem w ich życiu, dokąd ono zmierza. Zazwyczaj po fakcie okazuje się, że gonimy wciąż za czymś, szukamy własnej drogi życiowej, nie doceniając tego co już mamy. :) Dopiero w obliczu przełomowych wydarzeń każdy dostrzega, że życie obok płynie swoim nurtem, którego dotąd w pośpiechu nie dostrzegał. Reżyser filmu Cedric Klapisch pozwala nam obserwować przeciętnych ludzi żyjących pod niebem Paryża, których ścieżki przypadkowo codziennie się przecinają. Na ich codzienną egzystencję składają się te same smutki i radości jakie spotykają każdego człowieka. “Niebo nad Paryżem” to szczera historia opowiedziana z dystansem, w sposób prosty, lecz nie pretensjonalny, w której nie brak  humoru i wzruszenia. Wdzięczne aktorstwo Juliette Binoche i Romaina Durisa pozwalają polubić granych przez nich bohaterów. ;)   Film nie pozostawia widza obojętnym – skłania do refleksji nad własnym życiem, jest autentyczny. Przypomina o tym, że w życiu liczą się drobiazgi, słowa, gesty….i to nie tylko w Paryżu. :)

13. “Rezerwat” – czyli nie taka warszawska Praga zła, jak ją malują ;)

Akcja filmu rozgrywa się na owianej złą sławą warszawskiej Pradze. I to właśnie dzięki niej film zyskał wiele walorów i stał się ciekawy.:) Stare, zrujnowane kamienice, oraz ich “rdzenni” mieszkańcy….. Wszystko to poznajemy dzięki głównemu bohaterowi, który właśnie przeprowadził się na “prawy brzeg Wisły”.  To jego oczami poznajemy z pozoru nudną, brzydką i mało interesującą dzielnicę, opanowaną przez alkoholików, ludzi bez perspektyw na przyszłość, dzieci z patologicznych rodzin – ogółem ujmując ludzi z bagażem doświadczeń. Marcin – główny bohater jest kontrapunktem dla tego szarego otoczenia, które przy okazji swojej pracy zaczyna coraz lepiej poznawać. I jak się okazuje nie wszystko wygląda tak jak widzą to przypadkowi ludzie. :) Drobni pijaczkowie okazują się być ludźmi niezwykle honorowymi, w młodocianym złodziejaszku tkwi potencjał artystyczny, a właścicielka zakładu fryzjerskiego z pozoru twardo stąpająca po ziemi w głębi duszy okazuje się zagubioną i wrażliwą kobietą <niestety fatalnie dobierającą sobie partnerów życiowych>. :) Praga utożsamiona zostaje z miejscem, dla którego zatrzymał się czas.  Ludzie tu zamieszkujący żyją według własnych zasad, które w innych miejscach dawno nie mają prawa bytu, we wspólnocie, z którą wbrew pozorom można łatwo się zasymilować, wykazując odrobinę dobrej woli.:) Wszystkie postacie, mimo że oparte na stereotypach są bardzo wiarygodne, głównie dzięki aktorom. :) Bo to właśnie aktorstwo stanowi o głównej sile “Rezerwatu”. Prawdziwy popis swoich umiejętności dała Sonia Bohosiewicz. Jej naturalność w połączeniu z talentem i temperamentem, zostały uhonorowane nagrodą im. Zbyszka Cybulskiego. Uwagę zwracają także rdzenni mieszkańcy Pragi występujący w filmie – wiarygodni, bezpretensjonalni, zwykli a zarazem niezwykli ludzie. :) “Rezerwat” wniósł do polskiej, zastygłej i ponurej kinematografii powiew świeżości. :) Ciepły i optymistyczny film o odkrywaniu walorów w pozornie nieatrakcyjnych rzeczach. :)

12. “Chłopiec z latawcem” – czyli o przyjaźni ulotnej niczym latawiec ;)

Reżyser filmu Marc Forster <znany m.in. z “Marzyciela”> zabiera nas w podróż do Afganistanu <rok 1975 :) >. To tutaj na przekór napiętym stosunkom między Pasztunami a Hazarami przyjaźnią się Amir i Hassan. Relacja między nimi nie jest prosta. Amir jest Pasztunem, synem zamożnego człowieka, Hassan – Hazarem, synem służącego. Pierwszy jest sunnitą, drugi szyitą. Te z pozoru niewidoczne różnice, zdeterminują w przywiązanej do tradycji afgańskiej społeczności losy obydwu chłopców. W tej przyjaźni to Hassan odgrywa prawdziwą rolę – na każdym kroku udowadnia swoją lojalność i przywiązanie, staje w obronie Amira, a w decydującym dramatycznym zresztą zajściu, poświęca samego siebie. Amir jest zdecydowanie słabszym ogniwem w tej przyjaźni. Nie potrafi przeciwstawić się nikomu, jest bezradny w kluczowych sytuacjach, jedynym wyjściem z opresji jest dla niego chowanie głowy w piach i udawanie, że nic się nie stało. Ucieka z miejsca zdarzenia, a wstyd, poczucie winy i świadomość, że zawiódł nie tylko zmuszą go do dość desperackiego i nieuczciwego czynu, ale zaciążą na jego dalszych losach. Tłem do chłopięcych utarczek staje się wojna – Afganistan najeżdżają Sowieci. Staje się ona kolejnym powodem, dla którego drogi chłopców bezpowrotnie się rozchodzą. Po latach wspomnienie o Hassanie powróci do Amira w najmniej spodziewanym momencie i w dość nietypowej formie. Tym razem jednak postara się nie zawieść i mimo początkowych oporów postanowi odkupić swoją winę i rozliczyć się z samym sobą. Film ogląda się z przyjemnością, choć gdzieś podświadomie jesteśmy w stanie przewidzieć co się wydarzy. Tym niemniej przepiękne zdjęcia <szczególnie sceny puszczania latawców>, nominowana do Oscara muzyka Alberto Iglesiasa z elementami afgańskiego folkloru, montaż i wiele innych czynników przemawia za jak najbardziej pozytywną oceną tego obrazu. ;) Ciekawym rozwiązaniem stało się nakręcenie filmu w jednym  z języków Afganistanu, co pozwala poczuć specyfikę tego kraju. ;) Pomimo wielu uproszczeń jakich dopuścili się twórcy filmu podając wiele zawartych w nim ważnych przesłań w dość toporny sposób, “Chłopiec z latawcem” zasługuje na uwagę – bo poucza, nasuwa wiele przemyśleń, a poza tym jest niezwykle urokliwy i pełen emocji. ;)

11. “Karmel” – czyli słodko-gorzkie rozmowy w salonie fryzjerskim ;)

Film “made in Liban” okazał się sympatyczną i ciekawą niespodzianką pośród chaosu amerykańskich produkcji. :) Mimo iż powstał w odległej nam kulturze, nie wywołuje nadmiernego szoku kulturowego. :) Fabuła przybrana została w historie dość uniwersalne. Oto bowiem mamy salon fryzjerski, w nim 5 kobiet, a wraz z nimi 5 różnych historii, 5 odmiennych spojrzeń na temat miłości, cierpienia, samotności. Salon fryzjerski jest pewnego rodzaju azylem, do którego bohaterki uciekają przed światem zewnętrznym – rygorystycznym i upominającym się o swoje prawa. To tutaj mogą być sobą, zapominając o przypisanych im codziennych rolach. To między innymi silnie zakorzenione normy kulturowe stanowią dla libańskich kobiet poważne wyzwanie.  Określają modele zachowań i społeczne role. Jednak bohaterki wspólnymi siłami, wspierając się nawzajem, każdorazowo próbują znaleźć jakiś “podziemny tunel”, którym można byłoby obejść mur zakazów i nakazów. :) I w tej sile zjednoczenia tkwi właśnie ich moc. :) Tytułowy karmel jest metaforą życia każdej z bohaterek – słodko-gorzkie a przy okazji bolesne. Przyjemność, ból, słodycz i cierpienie przenikają się wzajemnie. Siłą przedstawionych w filmie kobiet jest także optymizm i nadzieja, że droga jaką ostatecznie wybrały pozwoli odnaleźć im upragnione szczęście. Z filmu bije pozytywna energia i uwodzicielska moc, której trudno się oprzeć. Zatopione w ciepłych kolorach zdjęcia, delikatna i ujmująca muzyka Khaleda Mouzanara <od której osobiście się uzależniłam :) > sprawiają, że jeszcze długo po seansie pozostajemy pod urokiem tej egzotycznej, lecz uniwersalnej opowieści. :)

10. “Pokuta” – czyli do czego prowadzi bujna wyobraźnia dziecka :)

Film o niespełnionej miłości, o kłamstwie które pociągnęło za sobą trzy tragedie, o wyobraźni która przełożona na rzeczywistość miała destrukcyjne działanie. Kilkunastoletnia Briony staje się świadkiem rozwijającego się uczucia pomiędzy jej siostrą Cecilią, a synem pokojówki Robbie’em. Gra jaką prowadzą między sobą młodzi kochankowie, przypadkiem przeczytany list,  a następnie niedwuznaczna scena  pomiędzy nimi, pozwalają puścić dziewczynce wodze wyobraźni i zostają odczytane przez jej delikatny dziecięcy umysł jako akt agresji. Dlatego kiedy później Briony stanie się świadkiem podobnego zdarzenia, uznanego oficjalnie jako gwałt, dziewczynka bez namysłu wskaże domniemanego winowajcę. Okaże się nim Robbie. W konsekwencji prowadzi to do rozdzielenia kochanków, a ich dalsze losy potoczą się na froncie II wojny światowej, oraz równolegle na kartkach książki autorstwa dorosłej już Briony. Historia w filmie rysuje się więc dwoma torami – jeden opowiedziany z punktu widzenia Cecilii, drugi z punktu widzenia Briony. Dla Briony ten jeden zły gest z przeszłości staje się piętnem na całe życie. Film jest “wielowarstwowy”, a to co w nim dojrzy oglądający zależy już tylko od jego własnej wrażliwości i przemyśleń. W każdym razie dostrzec można bezsprzecznie świetne aktorstwo, zdjęcia, scenariusz. Słychać też nagrodzoną Oscarem rewelacyjną ścieżkę dźwiękową autorstwa Dario Marianelli’ego, w której raz po raz przewija się dźwięk maszyny Briony – odgłos wciąż pisanej książki. :) Scena ewakuacji Dunkierki na długo zapada w pamięć ,a towarzyszący jej utwór “Elegy for Dunkirk” wywołuje dreszcze. :) Sceny tej nie warto opisywać – po prostu się nie da – trzeba ją zobaczyć, a przy okazji i cały film. :)

9. “American gangster” – czyli gangsta’s paradise :)

Film opowiada opartą na prawdziwych faktach historię. Przenosi nas w lata 70-te wprost do Harlemu, gdzie w mafijnym środowisku próbuje zaistnieć Frank Lucas <mistrzowska kreacja Denzela Washingtona>. ;) W dość krótkim czasie udaje mu się wyrobić wysoką pozycję w przestępczym światku, głównie za sprawą doskonałej <czystej i taniej> heroiny, którą dzięki znajomościom sprowadza z Wietnamu w trumnach żołnierzy. Lucas zdobywa fortunę i staje się najbardziej wpływowym narkotykowym bosem w Nowym Jorku. Na jego trop wpada jeden z mniej licznych wówczas uczciwych policjantów – Richie Roberts (w tej roli Russel Crowe). I jak to zwykle bywa, wraz ze specjalnie powstałą jednostką postanawia stawić czoła narkobiznesowi. :)   Jest to zasadniczo film o dwóch silnych osobowościach. Uwidocznione są przede wszystkim ich kontrapunkty. Frank Lucas – z jednej strony bezwzględny i brutalny gangster, z drugiej człowiek, dla którego ważne są wartości rodzinne. Richie Roberts z kolei to nienaganny, uczciwy policjant <który jak na złość otaczany jest przez skorumpowanych kolegów>. Niestety jego życie osobiste jest ruiną. Reżyser filmu Ridley Scott nie skupił się na wartkiej i efektownej akcji, na krwawych potyczkach i dlatego jego dzieło nieco odbiega od typowego gangsterskiego kina. I dobrze. ;) Przez większość filmu trzyma głównych bohaterów z dala od siebie, buduje napięcie, by w końcowej scenie doprowadzić do ich spotkania. I ta finałowa scena, pozbawiona właśnie typowych elementów kina akcji <nie ma strzałów, krwi, trup nie ściele się gęsto itp> jest w całym filmie najlepsza – ot taki deser z Denzelem i Russelem w rolach głównych. :) Zaskakująca i satysfakcjonująca. Obaj panowie darzą się szacunkiem, ale każdy ma swoje zasady, których stara się trzymać. Do kompromisu jako takiego dochodzą, ale całość powoduje,  że trudno nam jako odbiorcom opowiedzieć się po którejś ze stron. Trudno nawet ocenić czy bohaterowie należą do tych pozytywnych czy negatywnych. :) Rozmowa obu panów jest doskonała i zapada na długo w pamięci. :) Wszystkie elementy składają się na plusy tego filmu – świetną obsadę, ciekawą fabułę, zaskakujące zakończenie. Obraz zasługuje też na uwagę od strony realizacyjnej – scenografia, zdjęcia i muzyka doskonale oddają klimat środowiska mafijnego. :)   Po prostu film godny polecenia. :)

8. “Juno” – czyli film łamiące wszelkie schematy :)

Historia tytułowej bohaterki dotyczy coraz częściej spotykanego wśród dorastającej młodzieży problemu nazywanego przez jednych wpadką, przez innych niechcianą ciążą, lub też ciążą chcianą ale w późniejszym czasie. :) Jak zwał tak zwał. :) Wiadomo – burza hormonów gdzieś musi mieć swój upust, a gdzie o tym decyduje ich właściciel. :) Waga problemu jaki został przedstawiony w filmie, w połączeniu ze sposobem w jaki podeszli do niego twórcy filmu, pozwolił im chyba uniknąć ostrej krytyki. Bohaterka została wyposażona w bardzo indywidualne cechy, oraz sprecyzowane podejście do świata, stąd wymyka się wszelkim schematom. :) Nie da się więc ocenić jej jednoznacznie z perspektywy przeciętnej nastolatki. :) Dziewczyna twardo stąpa po ziemi, ma własne zdanie i w sytuacji kryzysowej <bo tak można nazwać ów ciążę-niespodziankę> stwierdza stanowczo, że matką zostać nie chce. W końcu ma 16 lat, więc w głowie ma zupełnie inną wizję codziennej egzystencji – szkołę, przyjaciół, gitarowe brzmienia ulubionych zespołów. ;) Decyzja o oddaniu dziecka do adopcji okazuje się najsłuszniejszą z możliwych. Zaskakująco spokojnie wszelakie decyzje Juno przyjmuje jej ojciec i macocha. Nie ma miejsca na rozpacz, łamanie głowy, szarpanie, krzyki, pretensje, ściganie potencjalnego ojca, tudzież ostateczne wyklęcie z rodziny. :P Fabuła w swoim zamierzeniu miała być odmienna od typowych dotychczas rozwiązań. Inaczej mielibyśmy do czynienia z ckliwym wyciskaczem łez, filmem z cyklu “okruchy życia”, lub ewentualnie patologicznym portretem społecznym. ;) Dzięki swojej oryginalności Juno zapada w pamięć, mimo iż nie należy do ambitnego, zapierającego dech w piersiach widowiska. Odznacza się natomiast błyskotliwymi dialogami, zaskakującym scenariuszem, dobrą grą aktorską, cudownie rozkoszną ścieżką dźwiękową i absolutną bezpretensjonalnością. :)

7.”Elegia” – czyli słów kilka o przemijaniu :)

Film ten nie jest ani historią romansu, ani erotycznym thrillerem lub innym tego typu gatunkiem.  To opowieść o pięknie, które otwiera oczy, to studium późnej i prawdziwej miłości, w końcu to film o przemijaniu…. Osią fabuły jest kontrowersyjny romans profesora ze studentką. Psychoanalityczny portret wykładowcy Davida Kepesh’a został w filmie naszkicowany przez Bena Kingsley’a. Dowiadujemy się więc o jego młodości, nieudanym małżeństwie, którego owocem jest niepogodzony z odejściem ojca syn, o kobietach, które nieustannie goszczą w życiu profesora. Niezdolność do prawdziwej więzi emocjonalnej z drugą osobą dla człowieka podpisującego się pod hasłem seksualnego wyzwolenia <do takich należy Kepesh>, nie jest czymś nienaturalnym. Ale w życiu i tacy buntownicy zostają okiełznani i to w najmniej oczekiwanym momencie. Przekonał się o tym sam bohater poznając Consuellę Castillo <graną przez Penélope Cruz>. Ich związek opiera się na pięknie – on jest koneserem sztuki i kobiet, ona jest ucieleśnieniem jego ideału. Po jakimś czasie znajomość okazuje się jednak czymś więcej niż tylko przelotnym zauroczeniem. Erotyczna fascynacja Kepesha ciałem Consuelli przeradza się w miłość, obsjesję która nierozerwalnie związana jest z zazdrością, tęsknotą, desperackim pragnieniem bliskości. Zaczyna on dostrzegać, że Consuela pod ideałem piękna kryje także niezwykle ciekawą osobowość, ucziwość i dojrzałość emocjonalną. Świadomy tego, że czas nie stoi w miejscu, a jego okres świetności już minął, obawia się utraty fizycznej atrakcyjności, zejścia na drugi plan, tym bardziej, że młodość Consueli wciąż uzmysławia mu jego przemijalność. Opanowuje go lęk związany z więzią uczuciową i możliwością utraty tego na czym chyba po raz pierwszy w życiu naprawdę mu zależy. Boi się odpowiedzialności i zaangażowania, co na jakiś czas niweczy ów sielankę.  Powrót Consueli do jego życia okaże się dla profesora niezwykle ważną lekcją. Film balansuje gdzieś na pograniczu dramatu i romansu nie popadając przy tym w banał.  Wymaga od widza skupienia i przemyślenia niektórych wątków.  Ben Kingsley i Penélope Cruz dali prawdziwy filmowy koncert na dwa serca. :) “Elegia” to nietuzinkowa opowieść o w gruncie rzeczy banalnej historii.:) Pozostawia w widzu pewien rodzaju żalu i ciszy…. Daje wiarę w istnienie i siłę prawdziwego uczucia. :)

6. “Ostrożnie, pożądanie” – czyli ostrożnie, Ang Lee :)

Reżyser filmu – Ang Lee w swojej żonglerce po gatunkach filmowych tym razem zainwestował w kino szpiegowskie przełamane nieco melodramatem. :) Po raz kolejny jednak ukazuje nam niezwykłą emocjonalną więź pomiędzy bohaterami, a robi to jak zawsze w sposób niezwykle fascynujący, niejednoznaczny i nieco kontrowersyjny. Na tło historyczne, którym w “Ostrożnie, pożądanie” stały się okupowane przez Japończyków Chiny z przełomu lat 30-tych i 40-tych, reżyser nałożył pełną namiętności opowieść o kochankach z przeciwnych “obozów”. Kiełkujący w Szanghaju ruch oporu postanawia dokonać zamachu na kolaborującego z Japończykami urzędnika – pana Yee. Do tego celu wykorzystują swoją “tajną broń” jaką jest młoda i skromna wówczas studentka Wang. Jej zadanie polega na uwiedzeniu pana Yee, osłabieniu jego czujności, co znacznie ułatwi zlikwidowanie go przez młodych buntowników. Zadanie powierzone Wang miało ułatwić jej aktorstwo, z którym związana była zanim zaangażowała się w ruch patriotyczny. Z początku wypełnianie powierzonych jej zadań przychodzi dziewczynie z łatwością. Nie odczuwa żadnych emocji, gra – lecz już poza teatrem. Niestety nie wkalkulowała ona uczuć jakie po pewnym czasie zaczęły wkradać się w ów relację. Świat uczuć jaki Wang wykreowała na potrzeby swojej nowej roli stał się rzeczywistością. Od tej pory dziewczyna zaczyna się utożsamiać z graną przez siebie postacią. Poza tym ciągle ogarnięta jest wewnętrznym konfliktem – musi wybrać pomiędzy obowiązkiem wobec państwa, a osobistymi uczuciami. Fascynacja kochanków staje się jedynie punktem odniesienia do dalszych rozważań. Ang Lee dość dokładnie analizuje łączącą ich więź, przygląda się ich zachowaniom, nie boi się także dość odważnych scen erotycznych, a wszystko po to aby oddać naturę tej relacji – niepokojąco emocjonalnej, wręcz perwersyjnej. Idąc dalej tym tropem reżyser stawia wiele ważnych pytań w kwestii tożsamości, miłości, honoru, lojalności, …. Jak daleko można posunąć się w imię miłości do ojczyzny ? Czy w kwestii uczuć można beznamiętnie grać kogoś kim się nie jest ? Gdzie jest granica między dobrem a złem, kłamstwem i prawdą ? Zarówno Wang jak i pan Yee odnajdują we wspólnej relacji przestrzeń, wolność…. Poza nią są marionetkami w szponach historycznych realiów. :) Film w piękny sposób ukazuje też tętniący życiem ówczesny Szanghaj. Doskonałe zdjęcia wydobywające niezwykłą elegancję i szykowność z prostych czynności, stylowa muzyka Alexandre Desplata, znakomite aktorstwo…. Ang Lee stworzył film wielu sprzeczności, kontrastów, w którym niewinność i piękno konfrontują się z erotyką i bezwzględnością. Reżyser kroczy konsekwentnie swoją odważną ścieżką, przekraczając raz po raz granice tabu i udowadniając swój niezwykły talent. :)

5. “Kochanice króla” – czyli Natalie Portman vs Scarlett Johansson :D

Film, który nie doczekał się wielu pochlebnych recenzji, w moim rankingu jednak znalazł miejsce. A to między innymi z tego względu, że mam słabość to filmów kostiumowych a ten do takich niewątpliwie należy. Oczywiście nie oznacza to, że podoba mi się każdy z tego gatunku, ale wychodząc z seansu ‘Kochanic króla” byłam naprawdę mile zaskoczona. ;) Film roztacza przyjemną aurę, mimo że z tłem historycznym można polemizować. Anglia, okres panowania Henryka VIII – w rodzinie królewskiej pojawia się problem braku męskiego potomka, co wykorzystuje podstępny książę Norfolku “podsuwając” królowi jedną ze swoich siostrzenic – Annę Boleyn (w tej roli świetna Natalie Portman).  Przebojowość, oraz zbytnia pewność siebie młodej damy komplikują nieco plany i studzą zapał króla. :) Na horyzoncie pojawia się natomiast druga z sióstr – mniej przebojowa, pokorna i dobroduszna Maria (Scarlett Johansson), która przykuwa uwagę króla. :) Za zgodą ojca dziewcząt – nieudacznika przedkładającego pozycję społeczną ponad szczęście rodzinne, Maria wraz ze swoim ówczesnym mężem, oraz Anna jadą na dwór. Małżeństwo Marii nie stanowi przeszkody ani dla jej wujka, ani dla ojca, którzy bez skrupułów niweczą jej rodzinne plany aby uczynić z niej nałożnicę Henryka VIII. Od tej pory intryga goni intrygę, bowiem starsza siostra nie daje za wygraną. :) Dwór królewski to miejsce, w którym intryga, podstęp, spryt i wyrachowanie zdominowały prawdziwe uczucie. To także element pożądania władzy za wszelką cenę wyklucza z wyścigu słabszych – pozbawia Marię szansy na pozostanie u boku Henryka. Jednak koniec końców to ona okaże się triumfatorką, bowiem jako jedyna pozostanie sobą. :) Choć scenarzyści nieco przymknęli oko na chronologię wydarzeń i ramy czasowe jakie między nimi występowały to przyznać trzeba, że podziałało to na korzyść filmu. Realia XVI-wiecznej Anglii zostały jednak ukazane w wierny sposób. :) Stosunki w jakie uwikłani byli ludzie dworu zamieniły ich w pionki w wyścigu o wpływy, władzę, pieniądze. Na pochwałę zasługują odtwórczynie głównych ról kobiecych. Natalie Portman dowiodła, że tkwi w niej niesamowity potencjał, Scarlett Johansson przypomniała o tym, że potrafi przeistoczyć się w niewinną i wstydliwą postać <znaną już m.in. z “Dziewczyny z perłą”>. :) Zawiódł nieco Eric Bana, który przez większość czasu przemieszczał się na ekranie z miną pokerzysty. :D Również aktorzy drugiego planu wypadają w tym filmie korzystnie. :) Ogromnym atutem filmu są kostiumy, które przenoszą nas w XVI wiek,  tworzą niezwykły klimat a przy okazji cieszą oko. :) Wreszcie muzyka autorstwa Paula Cantelon’a, która kompletnie mnie oczarowała. :) Choć filmowi można wiele zarzucić to faktem jest, że przedstawiona królewska intryga wciąga, a nieco naciągnięte tło historyczne da się przełknąć. Godny polecenia miłośnikom tego gatunku. :)

4. “Happy-go-lucky – czyli co nas uszczęśliwia” - czyli don’t worry be happy :D

Przyznać trzeba, że ten film to uniwersalne lekarstwo na wszelkiego rodzaju życiowe niepowodzenia. Podniesie na duchu i rozweseli niejednego ponuraka. :) A wszystko za sprawą chodzącego ładunku optymizmu jakim jest główna bohaterka Poppy. :) Ma 30 lat, pracuje w przedszkolu, nie ma męża ani chłopaka, mieszka razem ze swoją przyjaciółką. Z pozoru nie wyróżnia się z tłumu, no może poza dość specyficznym stylem ubierania, który zasadniczo odzwierciedla jej wolność i swobodę. Ale w tym tłumie Poppy jest dobrą wróżką, która czaruje swoim uśmiechem. :) W pierwszej chwili można pomyśleć, że coś jest z nią nie tak – jej wieczny uśmiech, ubiór w większości przypadków sugerowałyby ekstremalny poziom roztargnienia, ADHD, lub podobne schorzenie. :) I pewnie większość widzów pragnęła aby jakaś siła wyższa sprowadziła tą beztroską osóbkę na ziemię. ;) Bo przecież zazwyczaj jest tak, że ten kto zbyt długo cieszy się  życiem, dostaje od niego porządnego kopa, co zmienia jego życiowe ścieżki na drogę samoumartwiania, narzekania i wiecznego niezadowolenia. Niestety mili państwo. :) Bo Poppy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że życie lekkie nie jest, wie że rządzą nim pewne zasady, ale mimo to podchodzi do niego z dużym dystansem. :) To jej przemyślany wybór, a nie ograniczenie widzenia świata i jego problemów. Poppy jest niezwykle spostrzegawcza, a przy tym otwarta na ludzi i dzięki temu dostrzega ich problemy, które w miarę możliwości stara się rozwiązywać. Nie wszystko jednak czasem da się zmienić, lecz Poppy nie zamierza spędzać reszty życia płacząc nad rozlanym mlekiem, analizując sytuacje z różnych punktów widzenia, lub podejmując bezskuteczne próby naginania rzeczywistości. :) Potrafi cieszyć się życiem. W opozycji do głównej bohaterki stoją jej umartwiająca się ciężarna siostra, a także ekscentryczny instruktor jazdy Scott…. Za wszelką cenę starają się oni sprowadzić na ziemię bujającą gdzieś ponad wszystkim Poppy. Niestety a właściwie stety ich wysiłki nie przynoszą skutku. Szczególnie wyrazistą postacią, z którą bohaterka konfrontuje się najczęściej jest ów instruktor (doskonała rola Eddiego Marsana) – człowiek śmiertelnie poważny, podejrzliwy do granic możliwości, do tego ksenofob i szowinista. Krótko mówiąc skrajnie ciężki przypadek. :P Powtarzane przez niego “Enrahah” kierowcom utkwi w pamięci chyba na zawsze i przypomni się za każdym razem gdy spojrzą we wsteczne lusterko w samochodzie. :D   Zachowania Scotta kryją jego lęk przed otaczającym światem. Zderzenie tak różnych temperamentów i osobowości wzbogaca ten film w element pewnej dramaturgii, dynamiki. Choć w filmie brak jest wyraźnie nakreślonej fabuły, co przez niektórych może zostać uznane za dość kontrowersyjne posunięcie reżysera, to jednak całość jest istnym tchnieniem świeżości i radosnym przesłaniem dla wszystkich przytłoczonych codzienną szarością ludzi. ;) To akumulator pozytywnej energii i doskonała lekcja tego jak żyć a przy tym nie zwariować. ;) Zatem Enrahah ! :)

3. “Ogród Luizy” – czyli o tym jak Leon zawodowiec pokochał Amelię :D

Kolejna perełka wyłaniająca się spośród zeszłorocznych polskich produkcji. ;) W filmie zgromadzono mnóstwo pozytywnej energii i swego rodzaju pogody ducha, że aż trudno się nadziwić, że autorzy żyją w naszej przytłaczającej rzeczywistości. :) Reżyser Maciej Wojtyszko snuje bajkową opowieść o miłości prawie doskonałej. ;) Ona – Luiza – młoda, niezwykle wrażliwa dziewczyna, nierozumiana przez najbliższą rodzinę, która upatruje w jej odmienności chorobę psychiczną i kieruje ją na leczenie do zakładu. On – Fabio – młody, wpływowy, brutalny i bezwzględny gangster, który dla zapewnienia sobie mocnego alibi odsiaduje w tym samym zakładzie swoje “chorobowe”. ;) I to właśnie w tym dość nietypowym i mało romantycznym otoczeniu ich drogi się krzyżują. W konfrontacji z delikatną i bezradną Luizą, ów groźny typ spod ciemnej gwiazdy staje się swoim przeciwieństwem – jest ciepły, wyrozumiały i czuły.  Luiza uruchamia w nim instynkt opiekuńczy, który z czasem przeradza się w uczucie… Dla niej ważne jest, że ktoś chce jej wysłuchać, nie neguje jej sposobu patrzenia na świat, nie bije…. To wystarczy… :) Na oczach widzów rodzi się związek typu “piękna i bestia”. ;) Uwierzyć w to nader czyste uczucie możemy głównie za sprawą odtwórców głównych ról. Patrycja Soliman w niezwykle uroczy sposób ukazała niewinność i subtelność granej przez siebie postaci. Chwilami wręcz w hipnotyzujący widza sposób przekazuje paletę różnorodnych emocji. Jest naturalna i niezwykle wiarygodna. Marcin Dorociński w zależności od sytuacji przybiera dwa przeciwstawne oblicza, ale zarówno w roli gangstera jak i w roli niewinnie zakochanego jest wyrazisty i przekonujący. :D Warto również wspomnieć o kreacjach drugoplanowych: Kinga Preis jako bezkompromisowa pani psycholog, Krzysztof Stroiński w roli ojca Luizy, Marcin Hycnar jako bezwzględny sanitariusz……wszyscy oni dodaja dobrej jakości temu obrazowi. ;) Do tego wszystkiego mamy scenariusz bogaty w błyskotliwe dialogi i zabawne sytuacje, świetną reżyserię, muzykę Jerzego Satanowskiego. ;) Efektem jest więc połączenie love story z filmem gangsterskim, z piękną i wdzięczną bajką zarazem, ukazującą świat takim jaki być powinien. Przede wszystkim jest to jednak opowieść o potrzebie zrozumienia innego człowieka, prawie do inności i  poszanowaniu tych którzy ją przejawiają – tolerancji innymi słowy, na którą czasami trudno się zdobyć. :)

2. “Motyl i skafander” – czyli doskonale o triumfie ducha nad ciałem :D

Chyba każdy kto widział ten film, zgodzi się ze stwierdzeniem, że jest on absolutnie niezwykły. Nietypowy, charakterystyczny już od pierwszych chwil. Bo właśnie wtedy poddaje nas próbie dostosowania się do nienaturalnej w kinie formy. Nieostre, drżące obrazy wywołują w nas pewien sprzeciw, bo powodują dyskomfort, a po jakimś czasie nieco męczą. Ale tylko w ten sposób jesteśmy w stanie poczuć pewną więź z głównym bohaterem filmu. Jean-Dominique Bauby, bo o nim właśnie mowa, w jednej chwili stracił świadomość swojego ciała i możlwość jego kontrolowania. Wylew krwi do mózgu spowodował u niego “zespół zamknięcia”, gdzie całkowity paraliż ciała nie wpływa na funkcjonowanie mózgu, co pozwala mu widzieć, słyszeć, myśleć, wspominać, marzyć…..ale jego głos nie zabrzmi poza jego głową.  Na świat patrzymy lewym okiem Jeana,  słyszymy jego myśli, komentarze odnośnie obserwowanych sytuacji, dowcipy <często dość cięte :) >. W momencie, w którym przyzwyczajamy się do zamknięcia w obrębie myśli i sposobu postrzegania świata przez Jeana, a sam bohater pogodzi się z faktem, że jest uwięziony we własnym ciele niczym w skafandrze,  kamera ukaże nam tradycyjny, bardziej obiektywny obraz. Możemy więc obserwować Jeana-Dominique’a Bauby’ego z własnej perspektywy. Jego kontakt ze światem zewnętrznym musiał zostać zbudowany na nowo za pośrednictwem unikalnej metody – bohater konstruuje wyrazy za pomocą mrugnięcia powieki w trakcie żmudnego wypowiadania liter alfabetu przez terapeutkę Henriette. Normalna komunikacja zostaje więc zredukowana do gestu mrugania porównywalnego z trzepotem skrzydeł motyla. Szansą na zmaterializowanie myśli, emocji, refleksji na temat przeszłości było stworzenie książki – dowodu na istnienie wewnętrznego świata, który był w stanie przezwyciężyć barierę skafandra. Wbrew pozorom film ten nie należy do banalnych i ckliwych wyciskaczy łez. Jest prawdziwy. Brak tu patosu i moralizatorstwa. Bohater nie użala się nad sobą, nie przechodzi nagłej przemiany – jest nadal sobą. Przekazując wspomnienia na karty własnej książki odbudował je, dokonał ich oceny, a następnie ustalił nową hierarchię wartości, dzięki czemu zbliżając się do nieuchronnego odnalazł radość w pozornie nieistotnych drobiazgach. Kunszt operatorski Janusza Kamińskiego, świetne kreacje aktorskie, czynią z tego filmu niezwykłe dzieło niosące wiarę w ludzkie możliwości w obliczu najtrudniejszych przeciwności losu.

1. “Once” – czyli “a kiedy się zejdą raz i drugi kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością…” :D

Ogromna siła tego filmu tkwi w jego prostocie. Nakręcony za śmieszne pieniądze (zaledwie 130 tys euro), zagrany przez amatorów, absolutnie bezpretensjonalny i niezwykle urokliwy. :) Ochów i achów mogłoby być w tym miejscu więcej, ale staram się opanować. :) Historia opowiedziana w “Once” jest zwyczajna – dwoje młodych ludzi, których imion nie poznajemy do samego końca, spotykają się przypadkowo na zatłoczonej ulicy Dublina. Dzieli ich wiele, lecz jeszcze więcej łączy – przede wszystkim jest to wrażliwość muzyczna. Każde z nich niesie ze sobą spory bagaż życiowych doświadczeń, w których dominującą rolę pełni nieszczęśliwa miłość. Swoje uczucia – te przeszłe i te obecne, bohaterowie wyrażają właśnie poprzez muzykę. Piosenki przez nich śpiewane mają za zadanie nie tylko zilustrować ich historię, są one przede wszystkim pełnoprawnymi bohaterkami tego filmu. Trudno nie dać im się porwać, a kiedy ich delikatne dźwięki płyną z ekranu, ciarki przechodzą po plecach. :) Zresztą dowodem na wyjątkowość tych kompozycji jest Oscar za utwór “Falling slowly”. Romans bohaterów toczy się przede wszystkim w muzyce, którą wspólnie tworzą. To ona jest wykładnikiem porozumienia dusz, wzajemnych emocji i uczuć. A kim są główni bohaterowie ? On (Glen Hansard)- gra i śpiewa na ulicach Dublina, oraz pomaga ojcu w naprawie odkurzaczy w małym przydomowym zakładzie. Ma za sobą nieudany związek. Ona (Markéta Irglova) – czeska emigrantka samotnie wychowująca dziecko, mieszkająca wraz z matką. Podobnych historii, w których bohaterowie zakochują się w sobie, lecz życiowe okoliczności stanowią przeszkodę dla rozwoju ich uczucia było już wiele. Świadomość ulotności wspólnych chwil jaka towarzyszy parze muzyków z “Once” nasuwa skojarzenia z filmem “Przed wschodem słońca”. :) Ale bohaterowie tamtej opowieści zaszli jednak nieco dalej <tym niemniej przy okazji polecam zagłębić się w ich losy>. :) Na czym więc polega fenomen “Once” ? Przede wszystkim na tym, że wszystko zbudowane jest w nim na naturalności, począwszy od sposobu kręcenia <naturalne oświetlenie, trzęsąca się chwilami kamera>, poprzez odtwórców głównych ról grających w dużej mierze samych siebie i wypadających przez to niezwykle wiarygodnie, a skończywszy na przepełnionych pasją i uczuciem piosenkach. :) Od tradycyjnych romansów odróżnia “Once” platoniczność uczucia pomiędzy bohaterami. Jest ono wyjątkowe, a takie zdarza się tylko raz w życiu, ale poza zaangażowane w nie osobami są jeszcze nieistniejący w świadomości widza bohaterowie trzeciego planu, czyli osoby, które mimo całego zamieszania nie są obojętne dla głównych postaci w filmie. Nie mamy więc do czynienia z destrukcyjnym, zaślepiającym uczuciem, które zmienia zewnętrzny świat. Ono wzbogaca bohaterów od wewnątrz. “Once” mówi wiele bez zbędnych dialogów. Wymowę filmu odnaleźć można w gestach, spojrzeniach, piosenkach…. Nie ma tu miejsca na moralizatorstwo, objawianie odwiecznych prawd. Przemyślane przez reżysera zakończenie filmu nie definiuje ostatecznie losów bohaterów, jest otwarte i pozostawione do dalszej interpretacji widzom. Muzyka a zarazem inspiracja dla tego niezwykłego uczucia przetrwa na pewno…. :)   “Once” to niezwykle urzekający film, po którym ogarnia człowieka radość i gama wszelkich innych odczuć o jak najbardziej pozytywnym zabarwieniu. :) W tym w gruncie rzeczy niepozornym dziele kryje się siła, która nie pozwala o nim zapomnieć. :)

Ranking 2008 :)

And the Oscar goes to….:)

Oscars 2009

Oczekiwana z niecierpliwością w świecie filmowym <i nie tylko> 81 oscarowa gala uświetniła wczorajszą noc <wieczór w zależności od punktu obserwacyjnego>. :) Na śledzenie bezpośredniej transmisji w telewizji niestety skusić się mógł mało kto, a to za sprawą “nowatorstwa” i wspaniałomyślności TVP, która postanowiła nadto nie rozbestwiać swoich widzów takimi rarytasami. W końcu tyle świetnych pozycji do obejrzenia serwuje na co dzień, że Oscary to byłaby już lekka rozpusta. :D

Pozostawały więc opcje Canal+ dla abonentów, radio, internet * <*niepotrzebne skreślić>. :) Osobiście wybrałam bramkę nr 2, ale Zonk był taki, że relacja mówiona szybko powiodła mnie w objęcia Morfeusza. :D No cóż….. :) Ale nie ma tego złego – przebudziłam się jakoby instynktownie na najbardziej oczekiwaną przeze mnie kategorię – muzykę filmową. No i niestety dalszego snu mi to nie ułatwiło bo statuetka powędrowała do A.R. Slumdoga Rahmana.

Pan wybaczy panie A.R. ale pańska muzyka jest niezbyt łatwym kąskiem – ciężkostrawnym niestety. Zbyt dużo tu mixu hip-hopowo-techno-dance hinduskiego w dodatku. :P Co za dużo to niezdrowo. I choć należy się panu pochwała bo dzięki tym rdzennym dźwiękom film jest wyrazisty i dużo zyskuje, tym niemniej poza nim te psychodeliczne utwory narażają miłośników tradycyjnej muzyki filmowej na ciężką próbę. ;) Przetrwać ją mogą wytrwali. :) Ja do nich nie należę <choć udało mi się wysłuchać w całości  “Papriki” Susumu Hirasawy, a było to wstrząsające przeżycie :P >. Poza tym bezgranicznie zakochałam się w muzyce Alexandre Desplata  do filmu “Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”, więc pan wybaczy ale nie podzielam pańskiej radości z wygranej. :P

Wracając do gali. ;) Organizatorzy zapowiadali wiele udoskonaleń w przebiegu ceremonii. Po raz pierwszy po pięciu laureatów z poprzednich lat wyrażało najpierw słowa uznania dla poszczególnych nominowanych, a dopiero potem ogłaszali oni wynik. Wydaje się to sprawiedliwe bowiem każdy nominowany zasługuje na pochwałę i uznanie. :)   Zmianą podobno było też show jakie zaprezentował w trakcie gali prowadzący Hugh Jackman, poza tym kilka scenograficznych unowocześnień wkradło się do tegorocznej gali. Mimo to zgodnie z tym co mówią bezsenni obserwatorzy, nie należała ona do specjalnie porywających. Często padały stwierdzenia, że całość była nieco nudna, a to między innymi dlatego, że Oscary powędrowały bez większych niespodzianek do tych do których powędrować miały, zgodnie z przypuszczeniami.

Nieco słów o nagrodzonych. :) Za małą niespodziankę uznano Oscara dla Seana Penna <według mnie jak najbardziej zasłużonego>, który jak wieść niesie miał powędrować do Mickeya Rourke’a. :) Nagroda ta jednak nie powinna dziwić, gdyż Sean Penn rewelacyjnie spisał się w filmie “Milk”. Całkowicie wcielił się w graną postać, bezbłędnie odtwarzając mimikę i gesty Harveya Milka. On po prostu jest Milkiem. :) I nie zgadzam się z tym, że nagroda powędrowała do Penna głównie za kontrowersyjną rolę homoseksualisty. Wystarczy bowiem spojrzeć na “Tajemnice Brokeback Mountain” i nominacje dla Heatha Ledgera i Jake’a Gyllenhaal’a. Mimo ról homoseksualistów Oscarów nie dostali, co tym bardziej utwierdza w przekonaniu, że Sean Peann jest aktorem wybitnym, który zagrał trudną rolę w niezwykle przekonujący i prawdziwy sposób. :) Zatem bravo za statuetkę, a także za błyskotliwe przemówienie <”You commie homo loving suns of guns” :) >.

Jak najbardziej zasłużenie pierwszego Oscara odebrała Kate Winslet za rolę w filmie “Lektor”. :) W tym przypadku moje przypuszczenia się potwierdziły. ;) W przemowie wspomniała o przygotowaniach z butelką szamponu, jakie do niej poczyniła w czasach gdy była mała dziewczynką.:) I tu mała dygresja odnośnie domowych inscenizacji Oscarów tudzież innych nagród. :) Od razu nasunął mi się odcinek “Przyjaciół”  i “przemowa” Phoebe. :D Kto pamięta, będzie wiedział o co chodzi. :D Kto nie pamięta lub jest ciekaw odsyłam do Przyjaciół S:7 E:18. :)

Zaszczytu odbioru pierwszego wygranego Oscara dostąpiła także Penélope Cruz za najlepszą drugoplanową rolę żeńską w filmie “Vicky Cristina Barcelona”. Pani Cruz została tym samym pierwszą Hiszpanką nagrodzoną przez Akademię. ;)

Zgodnie z oczekiwaniami pośmiertnie uhonorowany Oscarem za najlepszą męską rolę drugoplanową został Heath Ledger. Jego wspaniała kreacja Jokera w “Mrocznym rycerzu została doceniona już ponad 25 innymi nagrodami. :) Jest to rola, która wymyka się wszelkim standardom – wyjątkowa i ponadczasowa. :)

Szkoda jednak zmarnowanych szans na Oscary dla “Ciekawego przypadku Benjamina Buttona”. Z 13 nominacji otrzymał tylko 3 statuetki w mniej prestiżowych kategoriach, choć zdecydowanie zasłużył w nich na najwyższe nagrody. :) Być może mniej uniwersalne znaczenie pokazanej w tym filmie historii spowodowało, że Oscar powędrował do filmu “Slumdog milioner z ulicy”.

I to właśnie ten film okazał się największym zwycięzcą tegorocznych Oscarów. Spośród 10 nominacji, zebrał aż 8 statuetek w najważniejszych kategoriach. Reżyser Danny Boyle potwierdził swoją pozycję w świecie kina <wcześniej znany z takich obrazów jak  “Trainspotting”>. “Slumdog….” wyróżniał się zdecydowanie na tle innych nominowanych obrazów, aczkolwiek osobiście stawiałam na “Ciekawy przypadek….”. O drugiej muzycznej nagrodzie dla “Slumdoga” tym razem za piosenkę wypowiadać się już lepiej nie będę. :P Liczyłam na duet Newman & Gabriel. :)

Słusznie doceniono także wspaniałe kostiumy w filmie “Księżna”, za które statuetkę otrzymał Michael O’Connor. :)

Niespodzianką okazała się nagroda za najlepszy film zagraniczny, która powędrowała do twórców japońskiego obrazu “Okuribito”, zamiast do twórców “Walca z Baszirem”…..sneaky. :)

Najlepszym filmem animowanym okazał się obraz o uroczym robocie – “Wall-E”. Nagrodę odebrał reżyser Andrew Stanton. :)

Do największych przegranych poza “Ciekawym przypadkiem…” należy zaliczyć takie obrazy jak “Frost/Nixon”, “Oszukana”, “Wątpliwość”, “Droga do szczęścia” i “Zapaśnik”. Nominowana po raz 15 Meryl Streep pokonana została przez Kate Winslet, choć jej rola w filmie “Wątpliwość” jest naprawdę godna uwagi i docenienia, a sam film jest niezwykle ciekawą historią z ważnym przesłaniem.

Mimo nowatorstwa jakie miało ożywić tą wielką uroczystość komentarze są raczej sceptyczne. Statuetki powędrowały do pewniaków, nie było zbyt wielu dreszczyków emocji, adrenalina oscylowała na standardowym poziomie. Miejmy nadzieje, że przyszłoroczne Oscary przyniosą więcej miłych i zaskakujących niespodzianek . :)

Zwycięzcy

Pełna lista nagrodzonych i nominowanych:

NAJLEPSZY FILM
“Slumdog. Milioner z ulicy”

NAJLEPSZY AKTOR
Sean Penn – “Obywatel Milk”

NAJLEPSZA AKTORKA
Kate Winslet – “Lektor”

NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY
Heath Ledger – “Mroczny rycerz”

NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA
Penélope Cruz – “Vicky Cristina Barcelona”

NAJLEPSZY REŻYSER
Danny Boyle – “Slumdog. Milioner z ulicy”

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY
Simon Beaufoy – “Slumdog. Milioner z ulicy”

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY
Dustin Lance Black – “Obywatel Milk”

NAJLEPSZY FILM NIEANGLOJĘZYCZNY
“Departures”, Japonia

NAJLEPSZY DŁUGOMETRAŻOWY FILM ANIMOWANY
“WALL-E”, Andrew Stanton

NAJLEPSZE ZDJĘCIA
Anthony Dod Mantle – “Slumdog. Milioner z ulicy”

NAJLEPSZY MONTAŻ
Chris Dickens – “Slumdog. Milioner z ulicy”

NAJLEPSZA CHARAKTERYZACJA
Greg Cannom – “Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”

NAJLEPSZA SCENOGRAFIA I DEKORACJE
“Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”

NAJLEPSZE KOSTIUMY
Michael O’Connor – “Księżna”

NAJLEPSZA MUZYKA
A.R. Rahman – “Slumdog. Milioner z ulicy”

NAJLEPSZA PIOSENKA
“Jai Ho” z filmu “Slumdog. Milioner z ulicy”

NAJLEPSZY MONTAŻ EFEKTÓW DŹWIĘKOWYCH
Richard King – “Mroczny rycerz”

NAJLEPSZY DŹWIĘK
Ian Tapp, Richard Pryke, Resul Pookutty – “Slumdog. Milioner z ulicy”

NAJLEPSZE EFEKTY SPECJALNE
Eric Barba, Steve Preeg, Burt Dalton, Craig Barron – “Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”

NAJLEPSZY DŁUGOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY
“Man on Wire” – James Marsh i Simon Chinn

NAJLEPSZY KRÓTKOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY
“Smile Pinki” – Megan Mylan

NAJLEPSZY ANIMOWANY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY
“La Maison en Petits Cubes” – Kunio Kato

NAJLEPSZY AKTORSKI FILM KRÓTKOMETRAŻOWY
“Spielzeugland (Toyland)” – Jochen Alexander Freydank

NAGRODA HONOROWA IM. JEAN HERSHOLT ZA DZIAŁALNOŚĆ CHARYTATYWNĄ
Jerry Lewis


Prozac w kociej postaci :)

Posiadaczy kotów pewnie poniższe dywagacje nie zdziwią. Chociaż kot kotu nierówny <zresztą podobnie jak z ludźmi>, tym bardziej że każdy ma swój bardzo specyficzny koci charrrrrakterrr.:)

Pewna czarna, nieco natrętna i bezczelna kotka prowadziła swego czasu małą akcję okupacyjną w moim rodzinnym domu. Prowadziła ją na tyle konsekwentnie i skutecznie, że cel jaki pewnie sobie zaplanowała osiągnęła.:) Sforsowała drzwi domu, choć nie tego do którego intensywnie się dobijała – strzeżony przez 3 kocich wartowników stanowiłby dla niej nie lada wyzwanie.:)  Sforsowała je, ale w efekcie małej migracji została ulokowana w mieszkaniu jednego z poznańskich bloków.:) Oficjalnym opiekunem zostałam ja.:) W książkach piszą, że koty tylko udają, że człowiek ma nad nimi władzę.:) Jak się potem okazało to mądre stwierdzenie ma odzwierciedlenie w rzeczywistości.:)

Moja rola zaczęła się od skromnego nadania imienia Amelka owej współlokatorce. I to chyba był jeden z większych przejawów mojej władzy w tym domu.:) “Pani” Amelka ustala porządek dnia, do którego ja się dostosowuję.:P Ewentualne niedostosowanie do wymagań kończy się pacnięciem łapką. ;) Poskromienie złośnicy nie jest aż takie trudne – wystarczy odpowiednie podejście do sprawy i już zamienia się w łagodnego mruczącego kociaka.:)

Od momentu kiedy Amelka zagościła w domu, budzik z funkcją powtarzającego się alarmu nie jest potrzebny, bo ową funkcję z wielkim zaangażowaniem spełnia właśnie ona.:) Przynajmniej jedna istota wstaje na równe nogi wraz z pierwszym rozrywającym uszy sygnałem. :D I mogłabym tu opisywać całą scenkę rodzajową, której bohaterkami byłabym ja i Amelka, a której rezultatem jest moje, najczęściej okupione “cierpieniami” wstanie z łóżka, ale po co….:) Lepiej zobaczyć to na własne oczy.:) Nie nie….nie zarejestrowała tego ukryta kamera, chociaż kiedy po raz pierwszy oglądałam ten filmik, miałam wrażenie jakby jego twórca wzorował się na moim <naszym> przypadku.:) Bo oprócz rażących różnic, czyli płci głównego bohatera, “koloru” jego kota <płci nie da się zidentyfikować:P> wszystko wygląda tak samo……no może z jeszcze jedną drobną różnicą…:)

I kolejny przykład z tej serii, czyli scenka pt. “Zrobię wszystko żeby zwrócić na siebie uwagę”. Wyjęta z mojego życia tym razem bez drobnych różnic <te kluczowe nadal są>.:)

Ostatni przykład, który zilustrowany zostanie filmem, nie dotyczy bezpośrednio mnie i Amelki. Przedstawiona niżej sytuacja często spotykana jest u Rodziców i koegzystującej z nimi wesołej gromadki.:) Uwaga ! Stopień podobieństwa przedstawionej sytuacji do rzeczywistości ponownie bardzo wysoki.:)

Przyznam szczerze, że wprost nie mogę się oderwać od tych filmików.:)  Inaczej ogląda się to wszystko z perspektywy widza inaczej z perspektywy uczestnika.:) Oczywiście przykładów takich zachowań można mnożyć wiele, ale już na podstawie tych 3 wniosek wysnuć można jeden – choćby nie wiem jak się starać, nie uda się zachować obojętności wobec kota.:)

P.S

Abstrahując od tematu kotów, ale pozostając przy codziennych zachowaniach zwierząt, miłośnikom psów proponuję przeczytać nowy felieton Joanny Szczepkowskiej “Zapach trójkąta”.:) Ja się szczerze śmiałam.:)

A to bohaterka tego wpisu – Amelka ;)

Amelka ;)

Ale to już było… – czyli mój ranking wydarzeń 2008 roku :)

Kolejny rok za nami. Jak więc przystało na zakończenie tych 366 dni, małe podsumowanie. :) Kilka wydarzeń, które przynajmniej według mojej skromnej opinii zapadły w pamięć. :)

KRAJ  na +

1. Umowa o tarczy antyrakietowej

- sporów na ten temat było co niemiara, w końcu jednak podjęto decyzję

- w konflikcie między premierem, prezydentem a szefem MSZ zaginął gdzieś chyba interes narodowy – zresztą każdy z nich rozumiał go inaczej :P

- plusy tej umowy:

  • zawarcie sojuszu strategicznego ze Stanami Zjednoczonymi,
  • Amerykanie już zawsze będą mieli interes w tym żeby o nas zadbać
  • wzmocnienie bezpieczeństwa światowego
  • Amerykanie mają w zamian dozbroić nasze wojsko i wspierać polski przemysł militarny (jakikolwiek by on nie był – brzmi poważnie :P )

- minusy i wątpliwości a tych jest wiele

  • element tarczy w Polsce ma chronić przed rakietami ze strony Iranu – problem w tym, że islamiści jeszcze takowych nie zbudowali :P
  • jeśli już zostaną zbudowane to musiałyby nadrobić nieco kilometrów aby lecąc zboczyć na teren Polski i tam dać się unicestwić :)
  • tarcza antyrakietowa zagraża Rosji z czego Kreml zadowolony nie jest. Padły nawet delikatne groźby. :P
  • niestety mamy otrzymać stary typ rakiet, bo na naiwności Polaków Amerykanie mogą zarobić :) ( podobnie było z zakupem samolotów F-16)

Tym niemniej potraktowałam to całe tarczowe zamieszanie za pozytywne zjawisko – zobaczymy co z tego wyjdzie. :P

2. Likwidacja poboru do wojska i stworzenie armii zawodowej

- brawa dla ministra Bogdana Klicha za pomysł zamknięcia armii z przymusu

- 4 grudnia 2008 po raz ostatni zaczęła się zasadnicza służba wojskowa w Polsce

- armia zawodowa będzie pewnie bardziej skuteczna i nowoczesna niż dotychczasowa

- młodzi poborowi nie będą już musieli wymyślać cyklu chorób tudzież innych niedociągnięć aby uniknąć wcielenia do armii :P

- Ministerstwo Obrony Narodowej aby zachęcić do wstąpienia do armii rozpoczęło w większych miastach kampanię reklamową :)

- miejmy nadzieję, że znajdzie się rzesza zainteresowanych pracą ! a nie służbą w armii

- zawodowe wojsko liczące około 120 tys. żołnierz, będzie o wiele lepiej przygotowane i wyposażone. Składać się będzie zapewne z ludzi przekonanych do tego co robią, skoro trafiać tam będą z własnej nieprzymuszonej woli

- podobno ma zostać wprowadzony bogaty system motywacyjny (dodatki finansowe, wysokie wynagrodzenie, nagrody, zasiłki itp. ) We’ll see :)

3. Obchody rocznicy 25-lecia Nagrody Nobla dla Lecha Wałęsy

- Lech Wałęsa tylu hołdów od wielkich osób tego świata naraz chyba jeszcze nie otrzymał

- na uroczystości byli Ci którzy mieli być, a nie było tych którzy tam być nie powinni (patrz w dół – głowa państwa i jego lustrzane odbicie :) )

- hołd złożony Wałęsie przez autorytety świata z Dalajlamą na czele, świadczy o tym, że przywódca “Solidarności” był, jest i będzie symbolem walki z komunizmem

- na nic zdały się ataki pseudo “historyków” z IPN i próby umiejscowienia Wałęsy na długiej liście współpracujących z SB jako “Bolka”. Im więcej “dowodów” publikują, tym popularność Lecha Wałęsy rośnie :)

- może Wałęsa wyśmienitym prezydentem nie był (swoje za uszami ma), ale w latach 80-tych był Przywódcą Polaków. Udowodnił, że polskie społeczeństwo można poprowadzić do zwycięstwa bez rozlewu krwi – drogą dialogu i porozumienia.

KRAJ na -

1. Kłótnie prezydenta z premierem o krzesła, samoloty itp.

- kolejny etap błazenady na polskiej scenie politycznej <panowie próbują chyba pokazać , który z nich jest większą Zosią Samosią> :)

- zgodnie z konstytucją polityka zagraniczna to działka szefa rządu, Lech Kaczyński chyba dobrze się z nią jeszcze nie zapoznał i mimo wszystko pokazał się na szczycie w Brukseli <choć nikt go o to nie prosił> :P . Czyżby prezydent w swoich poczynaniach sprawdzał słuszność sloganu reklamowego “Pij  mleko – będziesz wielki?” :) A może to kompleks wciąż nie skradzionego księżyca ? :P

- spory <rodem z piaskownicy> na oczach europejskiej opinii publicznej są żenujące i bardziej przypominają kabaret niż wspólne dbanie o dobro kraju. Światowa widownia ma powody do śmiechu, my natomiast do wstydu

- współdziałania między premierem a prezydentem niestety nie widać i nie słychać, konflikty natomiast przysłaniają istotne problemy, które panowie podobno mają na względzie…co będzie..?? :)

2. Ekshumacja gen. Sikorskiego

- wydarzenie moim zdaniem absurdalne i bezprzedmiotowe, ale Polacy lubią grzebać w przeszłości <zamiast zająć się teraźniejszością>- obsesja narodowa :P

- kilka hipotez dotyczących śmierci generała jest już znanych- to widać nie wystarcza

- chyba kilku maniaków naoglądało się seriali typu CSI: Kryminalne zagadki Nowego Jorku / Miami / Las Vegas :P

- po co ta cała heca – nie wiem. Przygotowania do  “ceremonii” trwały kilka tygodni, ściągano specjalny dźwig do podniesienia sarkofagu. Chwila grozy nastała, gdy okazało się, że jest on pęknięty !!!! :P Nadzór policji, wojska, prokuratora…..co razem dało nam skomplikowaną operację logistyczną. :P

- i po co zakłócać spokój Zmarłemu <po raz kolejny zresztą – to już 3 pogrzeb Jego szczątków>  ?  Czy to, że będziemy wiedzieć coś zmieni ? Chyba jedynie treść rozdziału w książkach od historii :P Życia generałowi nie wróci, ewentualnych sprawców też nie da się ująć….

- w świetle odwiecznych zasad takich jak szacunek dla zmarłych całe to wydarzenie wydaje się jedynie niesmaczne. Kolejna szopka w tym kraju

3. Sierpniowe nawałnice nad Polską

- fala burz i huraganów spustoszyła nieco nasz kraj

- prędkość wiatru sięgała nawet do 300 km/h

- skutki jak wiadomo dla niektórych województw były szczególnie dotkliwe – ofiary śmiertelne,  mnóstwo domów do rozbiórki, straty w plonach, poprzewracane drzewa itp.

- a wszystko skutkiem ocieplania się klimatu <nad którym debatowano ostatnio na Szczycie Klimatycznym ONZ w Poznaniu>

- miejmy nadzieje, że siły natury okażą się łaskawsze <choć po aktualnych tendencjach to trudno w to uwierzyć >

ŚWIAT

1. Wybór Baracka Obamy na prezydenta USA

- po długiej i spektakularnej kampanii wyborczej, Amerykanie po raz pierwszy w historii wybrali czarnoskórego prezydenta

- hasło “change”, które towarzyszyło kampanii Obamy przyciągnęło wielu zwolenników – jak widać społeczeństwo amerykańskie czeka na szeroko pojęte zmiany

- stary wyjadacz McCain chyba za bardzo kojarzył się z odchodzącym ze stanowiska Bushem, a ten ostatnio nie cieszył się sympatią :P

- wybór Obamy wydaje się być owocem długoletniej walki o równouprawnienie

- wyborcy zdecydowali – Ameryce potrzebny jest człowiek młody, energiczny, nieuwikłany w polityczne gierki, porywający tłumy i wnoszący powiew świeżości w działaniu , a nie podstarzały, kojarzony z Bushem człowiek bez świeżych wizji, któremu towarzyszy dowcipna blondynka :)

2. Wojna rosyjsko-gruzińska

- kolejna odsłona trwającego od dawna konfliktu gruzińsko-osetyjskiego (jak wiadomo konflikt Osetii Południowej z Gruzją trwa z przerwami od 1918 r. )

- Osetia Południowa po raz kolejny spróbowała zawalczyć o oderwanie się od Gruzji, a przyłączenie do Rosji

- Rosja, która wspiera regiony Osetii Południowej i wielu obywatelom wydała rosyjskie paszporty <jednak Osetyjczyków Rosjanami nazywać nie można, wszak ich naród jest od Rosji starszy> , podobnie jak poprzednio interweniowała w ich konflikcie z Gruzinami

- Gruzini z kolei walczą o swoje – uniezależnienie się od Rosji, przyłączenie do NATO

- Rosja celowo bardzo troszczy się o Osetię Południową – chcąc zachować wpływy na Kaukazie (ważny to dla nich obszar pod względem strategicznym). Przeszkodą są dla nich jednak takie państwa jak Gruzja i jej aspiracje

- Rosja wykorzystała więc punkt zapalny jakim są stosunki gruzińsko-osetyjskie. Postawienie Gruzji w złym świetle <państwo ogarnięte wewnętrznymi problemami, niestabilne> miało na celu zniechęcenie NATO i UE i pozostawienie Gruzji w strefie wpływów rosyjskich

- tak naprawdę powstanie niepodległej Osetii najbardziej naturalne byłoby wtedy, kiedy Osetia Południowa połączyłaby się z Północną <a do tego jak wiadomo Rosjanie nie dopuszczą bo czemu mieliby oddawać swój teren na rzecz niepodległości innego państwa> :P Z kolei gdyby Gruzja przyznała niepodległość Osetii Płd na drodze referendum, nastąpiłby bunt w Osetii Płn <jej mieszkańcy też chcieliby żyć w niepodległym państwie>, który szybko stłumiliby Rosjanie. I bądź tu mądry. ;) Punktów widzenia jest wiele, niemniej jednak wyszło inaczej…

- wojska gruzińskie zaatakowały Cchinwali (stolicę Osetii Płd) 7 sierpnia..i się zaczęło

- bilans po 5 dniach walk:

  • ponad 100 tys Gruzinów musiało opuścić swoje domy
  • około 2 tys zabitych cywilów

- w końcu Rosja uznała nieodległość Osetii Płd i Abchazjii…

- …a Gruzja zerwała stosunki dyplomatyczne z Rosją

3. Konflikt w Tybecie

- 10 marca – w 49 rocznicę antychińskiego powstania w Lhasie (w Tybecie) buddyjscy mnisi zaprotestowali przeciwko okupacji chińskiej

- konflikt przypomniał wszystkim o długiej i brutalnej kolonizacji Tybetu przez Chiny

- Tybetańczycy sprzeciwiają się łamaniu praw człowieka: wolności wypowiedzi, religii. Chińczycy kolonizują miasta tybetańskie, a to zagraża przetrwaniu tybetańskiej tożsamości. Chiny stawiają na rozwój Tybetu, ale jego rdzenni mieszkańcy na kierunek tego rozwoju nie mają wpływu (większość kluczowych stanowisk pracy jest obsadzana przez Chińczyków)

- wybór otwartego protestu <konfliktu>, w którym prędzej czy później zginie wiele niewinnych osób trochę jednak dziwi, biorąc pod uwagę że liczebność armii chińskiej – około 3 mln, jest podobna do całkowitej liczby ludności Tybetu <liczby mówią same za siebie ;) >. Szkoda więc, że tybetańscy mnisi wybrali to a nie inne rozwiązanie

- wybór daty wystąpienia Tybetańczyków z uwagi na zbliżające się igrzyska nie był jednak chybiony – łatwiej było zwrócić uwagę mediów na istniejący tam problem.

- przy okazji konfliktu zaczęto więc dyskutować nad organizacją igrzysk olimpijskich przez Chiny – były protesty <wiele, w różnych formach>

- były też nawoływania do bojkotu olimpiady – sportowców, mediów, gospodarczego. Ale tak naprawdę bojkot rozwiązaniem tu nie był. Bo dlaczego sportowcy mieliby zrezygnować z olimpiady ?? Nie mieliby tym samym okazji do realizacji swoich planów, do zarabiania, a przecież włożyli w przygotowania wiele wysiłku. A zawinić nie zawinili. Bojkot mediów nie był też dobrym pomysłem – chyba żadne media w imię protestu nie zrezygnowałyby z relacji z igrzysk a tym samym z zysków z tego płynących. Ale dzięki mediom problem Tybetu w świetle olimpiady mógł być nagłośniony. Jeśli chodzi o bojkot gospodarczy, czyli w gruncie rzeczy wszystkich produktów stamtąd pochodzących – nierealne – bo ich gospodarka jest potrzebna – wszędzie <wystarczy się rozejrzeć i poczytać metki itp cuda> ;)

- z uwagi na gigantyczny rynek Chin, ich interesy na całym świecie są tak silnie rozwinięte, że politycy raczej bali się powziąć konkretne działania przeciwko rządowi chińskiemu. Aby deklaracje składane Dalajlamie przeszły w czyny raczej należałoby podjąć zdecydowane kroki, a tego trudno było się spodziewać

- oczywiście popieram ruch Tybetańczyków <każdemu należy się wolność>, oraz towarzyszące tym zdarzeniom wszelakie akcje typu FreeTibet itp. Dzięki nagłaśnianiu i rozmowom można zmienić punkt widzenia i nastawienie kilku osób, a od tego się zaczyna, bo słowa mają siłę. Oczywiście na siłę nikogo nie da się przekonać – każdy ma prawo do własnego zdania. :) Niemniej jednak takie akcje mogły i zapewne przekonały wielu

SPORT

1.Porażka polskich piłkarzy na Euro 2008

- a miało być tak pięknie… :)

- Leo Beenhakker rozbudził w nas nadzieje na to, że uda nam się coś odnieść podczas tych historycznych mistrzostw – nadzieja jednak matką głupich – szybko została zweryfikowana przez rzeczywistość

- czar pryskał niczym bańka mydlana ze spotkania na spotkanie – najpierw porażka z Niemcami 0:2, potem po dramatycznym meczu remis z Austrią 1:1 <tu jednak winę zrzucono na sędziego>. ;) Na sam koniec pogrążyliśmy się przegrywając z rezerwowym składem Chorwacji 0:1

- Euro 2008 należało do Hiszpanów, którzy w pięknym stylu przeszli przez turniej pokonując w finale pokonując Niemców 1:0. Tym samym po 44 latach zostali ponownie najlepszą drużyną starego kontynentu

- wielkim rozczarowaniem tych mistrzostw były reprezentacje Francji i Czech. Oba zespoły swoje wojaże zakończyły na etapie fazy grupowej

- czarnym koniem mistrzostw okazały się reprezentacje Rosji i Turcji. Rosjanie pod okiem Guusa Hiddinka i z jego niezawodnymi technikami aż do meczu półfinałowego z Hiszpanią sprawiali, że wiele osób z zachwytem patrzyło na ich grę i kolejne zwycięstwa. Turcja natomiast udowodniła, że grać należy do ostatniej minuty – losy większości spotkań odwracali na swoją korzyść na kilka minut przed końcowym gwizdkiem

- pozostaje czekać na Euro 2012 kiedy to najlepsze drużyny zawitają do Polski  i Ukrainy ;) Może się zdarzyć, że zostaniemy zapamiętani nie tylko jako organizatorzy ale jako dobrze grająca drużyna <ech…pomarzyć zawsze można :P >

2. Igrzyska olimpijskie w Pekinie

- 2 tygodnie sportowych emocji

- klasyfikację medalową wygrali gospodarze ( 51 złotych, 21 srebrnych i 28 brązowych medali)

- o wsparciu Tybetu nie było mowy

- nasi sportowcy wywalczyli 10 medali (3 złote, 6 srebrnych i 1 brązowy) – i mało to i dużo, ale przynajmniej tyle samo co w Atenach :P   W klasyfikacji medalowej zajęliśmy 21 miejsce (w Atenach było 23 więc wypadliśmy jakby trochę lepiej – ale nie najlepiej) :)

- najbardziej w naszej ekipie zawiedli:

  • Agnieszka Radwańska
  • Otylia Jędrzejczak i Mateusz Sawrymowicz
  • Mateusz Kusznierewicz i Dominik Życki
  • Monika Pyrek
  • siatkarze i siatkarki
  • piłkarze ręczni
  • szpadzistki i florecistki

- miła niespodzianka – Artur Noga – wdarł się w pięknym stylu do finału biegu na 110 m przez płotki <jako jedyny jasnoskóry zawodnik w tym biegu>. W finale zajął 5 miejsce. Jest więc nadzieja, że za 4 lata trafi na podium. :)

- jeśli chodzi o “inny świat”

  • swój cel zrealizował Michael Phelps – zdobył 8 złotych medali :)
  • Usain Bolt został najszybszym człowiekiem świata – pojawia się i znika  :)
  • mistrzyni tyczki Jelena Isinbajewa swój tytuł olimpijski przypieczętowała kolejnym rekordem świata
  • Amerykanie rządzili na parkiecie koszykarskim
  • Argentyńczycy zwyciężyli na piłkarskiej murawie

- niestety bez cienia dopingu się nie obyło – za stosowanie niedozwolonego wspomagania ukarano dwuletnią dyskwalifikacją kilkunastu lekkoatletów z Rosji <??? :P >. Poza tym Międzynarodowy Komitet Olimpijski odebrał dwa medale w rzucie młotem reprezentantom Białorusi <jednego z nich dodatkowo ukarano, dożywotnio pozbawiając prawa do udziału w igrzyskach>

- kolejne olimpijskie emocje już w 2012 r. w Londynie

3. Szaleństwa Roberta Kubicy w Formule 1 :)

- w kraju od pewnego czasu panuje istna “Kubicomania” :)

- trzeba przyznać, że ten rok należał do Niego, pomimo dziwnie częstych problemów z bolidem <czyżby ktoś chciał namieszać, czy to tylko sławetne BMW słabo się spisuje :P >

- w ostatecznej klasyfikacji Robert Kubica uplasował się tuż za podium <choć ilość punktów miał dokładnie taką jak zajmujący 3 miejsce Kimi Raikkonen>

- 8 czerwca Polak po raz pierwszy w historii stanął na najwyższym podium po rewelacyjnym zwycięstwie w Grand Prix Kanady w Montrealu <w 2007 roku na tym samym torze Kubica miał groźny wypadek>

- przed sukcesem w Kanadzie, dwukrotnie zajął 2 miejsce < w Malezji i Monaco> i raz 3 miejsce <Bahrajn>

- po zakończeniu sezonu Kubica mimo iż nie zajął miejsca na podium uważany jest za najlepszego kierowcę roku :) Oby tak dalej ;)

KULTURA

1. Polskie akcenty oscarowe

- nominacja do Oscara dla filmu “Katyń” Andrzeja Wajdy w kategorii najlepszy film obcojęzyczny

- film nagrody niestety nie otrzymał, ale sama nominacja świadczy o uznaniu Amerykańskiej Akademii Filmowej

- dla Andrzeja Wajdy nie były to pierwsze oscarowe emocje: w 2000 roku został wyróżniony Oscarem za całokształt twórczości, wcześniej trzykrotnie nominowane były też Jego filmy<”Człowiek z żelaza”, “Panny z Wilka”, “Ziemia obiecana”>

- nominację otrzymał także Janusz Kamiński za zdjęcia do filmu “Motyl i skafander”. Niestety Jemu także nie udało się wygrać

- statuetka Oscara powędrowała natomiast do polsko-brytyjskiej produkcji filmowej “Piotruś i wilk”. Film ten jest owocem współpracy łódzkiego studia Se-ma-for i brytyjskiego Breakthru Films

- pomijając polskie akcenty, najważniejsze Oscary otrzymali

  • “To nie jest kraj dla starych ludzi” – w kategorii najlepszy film
  • Joel Ethan Coen – “To nie jest kraj….” – w kategorii najlepszy reżyser
  • Marion Cotillard – “Niczego nie żałuję” – w kategorii najlepsza aktorka
  • Daniel Day Lewis – “Aż poleje się krew” – w kategorii najlepszy aktor
  • Dario Marianelli  – “Pokuta” – w kategorii najlepsza muzyka
  • Glen Hansard & Marketa Irglova – “Falling slowly” <z filmu “Once”>  – w kategorii najlepsza piosenka

2.Heineken Open’er Festival 2008

- największe i najefektowniejsze wydarzenie festiwalowe w Polsce :)

- zmiana lokalizacji ze Skweru Kościuszki na lotnisko Babie Doły wyszła organizatorom na dobre – impreza zyskała ogromną przestrzeń :)

- 3 dni – 7 edycja – 7 scen – 72 hektary – ponad 120 artystów – 50 tys. osób (liczby mówią same ze siebie) :)

- wśród wielkich gwiazd festwialowych scen pojawili się m.in.

  • The Chemical Brothers
  • Massive Attack
  • Goldfrapp
  • Roisin Murphy
  • Erykah Badu
  • Jay-Z
  • Cocorosie
  • DeVotchKa
  • Sex Pistols

- nie zabrakło również polskich gwiazd. Pojawili się więc m.in. :

  • Loco Star
  • Lao Che
  • Novika
  • Maria Peszek
  • Muchy
  • Vavamuffin

- z uwagi na różnorodność każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

- kolejna edycja już w lipcu tego roku <2-5>. Bilety są już w sprzedaży :)

3. Śmierć Gustawa Holoubka i Jana Machulskiego

- takie odejścia sprawiają, że ubywa prawdziwej polskiej kultury z jej wybitnymi osobowościami

- wielkie postacie teatralne i filmowe, Autorytety zawodowe i moralne

- Gustaw Holoubek – zmarł 6 marca 2008 – uosobienie teatru, człowiek łączący w sobie wielkość i skromność zarazem, którego aktorstwo było sztuką niepowtarzalną. Kojarzony szczególnie z roli Gustawa-Konrada w Dziadach, z “Rękopisu znalezionego w Saragossie”

- Jan Machulski - zmarł 20 listopada 2008 – legendarny kasiarz Kwinto z filmu “Vabank”, wybitny aktor i pedagog spod którego skrzydeł wyszło wielu cenionych dziś aktorów, człowiek od którego biło ciepło, urok i optymizm

- siła osobowości oraz wielkość tych Aktorów sprawiły, że długo będziemy o Nich pamiętali

Mamy Święta :)

Minął rok a blog nadal istnieje. :) Yeay !!! :) <dziękuję, ale aż tak głośnych braw nie trzeba, bo się zawstydzę>. :P

Nadeszły kolejne Święta….jak co roku nie obyło się bez gorącego okresu przygotowań. :) Na szczęście bieganinę za prezentami udało mi się zakończyć przed kulminacyjnym weekendem i nie musiałam przeciskać się z białą flagą przez tłumy ludzi. :) Kto nie zdążył nic kupić niech biega teraz za karę. :P Życzę powodzenia. :)

W przeciwieństwie do zeszłego roku, w miarę możliwości udało mi się aktywnie uczestniczyć w przygotowaniach wigilijnych przysmaków.:) Jutro okaże się czy są zjadliwe. :) Przyznać muszę, że wyrabianie ciasta na piernik czy tort miodowy pomaga się odstresować i wyładować ewentualne frustracje. :P

Właściwie to te Święta zapowiadają się jako wyjątkowo udane pod względem organizacji – prezenty wcześniej spakowane <co się raczej nie zdarzało>, wszystkie sprawy pozałatwiane. :) Pewnie dlatego czuję w sobie błogi spokój i upajam się w pełni tą radosną, magiczną atmosferą przybraną w lampki i  pachnącą przyjemnie choinką. :) Wprawdzie jak co roku nie napawa mnie optymizmem składanie “nastu” życzeń podczas łamania opłatkiem bo niestety nie jestem w tym dobra, ale mam nadzieję, że szczerość i potok słów pozwoli mi swobodnie wyjść poza “wesołych świąt”. ;)

Tak więc zanim jeszcze dojdzie do oficjalnego składania życzeń face to face poćwiczę to tutaj. :) <joke :) >

Życzę Wszystkim aby ten niepowtarzalny czas pachnący cynamonem, pomarańczą i choinką wypełnił spokój, miłość i rodzinne ciepło. Magii, szczerych słów, skupienia, bliskości, spełnienia marzeń pod choinką. :) Niechaj ludzie przemówią dziś ludzkim głosem <chór zwierząt mile widziany> ! :) Radości, uśmiechów i wzajemności….nie tylko od święta…

“Niech się głosy łączą w jedną pieśń , tak łatwo objąć świat łańcuchem rąk. Nad światem cicha noc, niebo pełne gwiazd, nad światem noc, nad nami noc…”

Christmas

Bat nad zgiętym grzbietem zawisł,
Fala się złamała w pół,
Ponad ziemią nagle ucichł wiatr,
Uścisnął człowiek dzi

Bezwstydnej Marii udana awaria :)

19 września na polski rynek muzyczny odważnie i bezwstydnie “wkroczyła” najnowsza płyta Marii Peszek “Maria Awaria” i chyba zgodnie z tytułem wywołała ona awarię pośród wąskich horyzontów naszego społeczeństwa. Płyta jest bowiem istną seksmisją. ;) Przekracza granice do jakich dotąd polska muzyka nie dotarła. :) Maria Peszek stwierdziła, że wykopała topór wojenny i trzeba przyznać, że zrobiła to w niebanalny sposób. ;)

“Maria awaria” to album swobodny, hedonistyczny, erotyczny, ale wytykana przez większość erotyka nie pierwszy raz pojawiła się w twórczości artystki. Ot przybrała jedynie nieco inne, bardziej bezpośrednie oblicze. ;) Bo o ile w “Miastomanii” Maria śpiewała, że “nie ma czasu na seks, kochanie, pieprzoty, całowanie”, o tyle nowa płyta poświęcona została właśnie tym tematom. :)

Czas na wrażenia po przesłuchaniu płyty (w moim przypadku ilość przesłuchań składa się już pewnie z 3 cyferek). ;) A więc…, obrońcom moralnośći zapewne włosy stają dęba i więdną uszy. ;) Ale tekstom na płycie daleko od wulgarności. Artystka w genialny sposób bawi się słowem, skojarzeniami, doprawiając wszystko humorem. Jakby tego było mało, ów “pieprzne” teksty zostały wzbogacone w subtelnie jazzującą, delikatnie elektroniczną i balansującą chwilami na pograniczu chilloutu muzykę autorstwa Smolika, co jest kolejnym wielkim plusem. ;) Żeby jednak nie odbiegać za bardzo od stylistyki tej płyty, w tle nie brakuje szeptów, okrzyków i pomrukiwań. ;)

Na płycie Maria prezentuje kolejne swoje odsłony: wciela się w polarnego misia, kurę domową oraz nimfo-Mańkę, preferującą życie w stereo, lub w dolby-surround. ;) Artystka kładzie nacisk na cielesność, co uwidacznia się w kilku piosenkach. “Ciało pielęgnuję, bo jest domem duszy i gdy mi jest dobrze, moja dusza mruczy” <”Hedonia”> , lub krytyczne podejście do rozpowszechnionego obrazu współczesnych kobiet “chudych długich i wysokich”, “bezzmarszczkowych”, “pielęgnacji wciąż oddanych, z samych siebie odessanych”, “opalonych, z wieku odsączonych” <”Kobiety pistolety”>. :) Ona sama “metr pięćdziesiąt dwa, dziko rosnącego nieba’, “wierzy w ciała zmartwychwstanie, poprzez czułość, przez kochanie”. ;)

Płyta niesie ze sobą także nieco feministyczny wydźwięk, czyli obraz wyzwolonej kobiety, pozwalającej sobie na bezwstydne przyjemności a nie tylko bycie kurą domową. :)

Maria Peszek, podobnie jak Agnieszka Chylińska czy Kasia Nosowska, należy do ginących przykładów osobowości w naszym kraju – charyzmatycznej, oryginalnej, wyrazistej. Zdecydowanie odbiega od zalewającego polską muzykę niskiego pułapu mdłych wokalistek tudzież zespołów, śpiewających rzewne piosnki o miłości, zdradzie, wiecznym przygnębieniu i ocieraniu łez po rozstaniu. :P Idzie własną drogą, wie czego chce, nie boi się o tym mówić. Jej twórczość skierowana jest do określonej grupy odbiorców, którzy poprawnie zrozumieją zawarty w tekstach humor, dystans jaki artystka ma do siebie i otaczającego świata. Dla tych którzy na “słowo seks <…odezwał się Reks”>, wzwód, łono itp nie będą zatykali uszu i oblewali się rumieńcem niczym dzieci <choć w dzisiejszych czasach są już zapewne z nimi zaznajomione>. :) Tym, którym taka “polityka” się nie podoba słuchać przecież nie muszą. :) Maria w odbiorców swojej twórczości wierzy: “- Ludzie są o wiele bardziej inteligentni i otwarci niż decydenci, mówiący, co wolno puszczać w telewizji albo radiu.”

“Maria awaria” to sprzeciw dla tematów tabu, nakazów, zakazów, mentalnych kagańców. Stanowi pewnego rodzaju zakazany owoc, a ten jak wiadomo kusi. ;) Tym, którzy ulegli pokusie i którym posmakował – wyjdzie na zdrowie <warto wspomnieć, że płyta pokryła się już platyną więc zadowolonych może być 30 tysięcy osób>. Dla tych dla których “Maria awaria” okazała się ciężkostrawnym produktem, żeby pozbyć się ów “trucizny” polecić należy przeczyszczający, wieloskładnikowy koktajl ot np. z Patrycji Markowskiej + Feel + Dody + Gosi Andrzejewicz. ;) W razie braku efektów składników można dodać więcej <a jest z czego wybierać> :P , ale przypadkiem nie konsultujcie się przy tym z farmaceutą. :D

Maria Awaria

M jak magister :)

Ostatnimi czasy moja radosna twórczość nieco zmieniła swój tor i zamiast na blogu koncentrowała się na iście naukowych tematach. Już powoli czuć było tutaj swąd milczenia.:p

Przez 5 miesięcy tworzyłam podstawy do prawdopodobnie jedynego dzieła podpisanego własnym imieniem i nazwiskiem, po czym przez kolejny miesiąc ów dzieło skrupulatnie spisywałam. :P Wyszło z tego bądź co bądź 99 stron….maszynopisu :D <ładnie by to brzmiało, niestety jak wiadomo maszyny nie używałam więc pobawię się w słowotwórstwo – laptopisu, komputeropisu etc.>. ;) Ogólnie dzieło to określić można jako: paraliteratura, paranoja, paradoksografia, paralela i parafraza pewnego rodzaju. Chyba przedrostek “para” obezwładnił mnie w tym podsumowaniu. :P

Jak to jednak w życiu bywa łatwo nie było i chwilami całe to przedsięwzięcie wydawało się być kwadraturą koła i nie omieszkało nieco potarmosić moich nerwów. :D Jedyne co trzymało mnie w jako takiej formie to wizja zbliżającego się końca męk związanych ze studiami, która z dnia na dzień była jak na wyciągnięcie reki. Z tą małą różnicą, że tak prosta jak ów wyciągnięcie ręki nie była. ;P

Anyway , było minęło, tytuł mgr <nie mylić z magazynierem :D > przyznano po zaciętej obronie <nie nie wcale nie było tak źle, choć bez walki się nie obyło oczywiście> , więc zadanie wykonane. :D Mission complete. :D   Przeszłam do następnej planszy a grę mogę nazwać  “Moje własne Idaho” <a tu takie skojarzenie z filmem :P >. :D Kolejna jej odsłona to staż. :)

W tak zwanym międzyczasie mam zamiar upajać się każdą wolną chwilą, przeplatać czas pomiędzy palcami. Nareszcie choć nie na długo mogę zwolnić, złapać oddech, poukładać myśli, uciec z labiryntu zawiłości, szarej codzienności, spraw i obowiązków, przestawić zegar na swój własny czas, który biegnie moim rytmem, czyli krótko mówiąc nigdzie mnie nie goni. ;) I to jest właśnie ten zasłużony odpoczynek, na który wyczekiwałam.

A podsumować czas od marca do września mogę muzycznie bo tak chyba będzie najlepiej :D :

marzec

“idzie zimne i nieznane, idzie wielkie mózgów pranie” <M.Peszek “Czarny worek”>

“daleki cel, niepewny trakt, nadziei wątła nić, lecz tylko z marzeń może wyśnić się sen, bez marzeń nie warto żyć’ <K. Groniec “Po to są marzenia”> :)

kwiecień

“co dzień pędzi mnie, porywa mnie i ciągnie het niekończący się bieg” <M. Peszek “Cyrk”>

“zabrania się, zabrania się, zabrania się opuszczać pole bitwy zanim bestia padnie. Nakazuje się, nakazuje się toczyć bitwę czysto i dokładnie” <G. Kulka “Królestwo i pół”> :)

maj

“a ja wierzę, że to co robię ma sens, bo czasem lepiej odejść od zmysłów by nie zwariować” <E. Bartosiewicz “Jenny”> :)

czerwiec

“chcemy by tu wyrósł fioł naprzód marsz chcemy show, chcemy cudów co wylecą z szafki” <Waglewski Fisz Emade “Majty”> :D

lipiec

“nie da się żyć, zwariuję jak nic” <K. Nosowska “Era retuszera”>

“it’s crazy, dreams amaze me, strange dreams, love dreams, hate dreams, don’t wanna know when I’m awake <Smolik “S.Dreams”> :)

sierpień

“penetrować spojrzeniem przestrzeń za widnokręgiem, dobę rozciągać, niech rozrasta się, rozrasta w tydzień się, zamiast wolnej woli mieć wolę szybką jak strzał” <K. Nosowska “UniSexBlues”>

“jestem jak jeden czuły nerw, żyję na ostrzu, na krawędzi, czasem płaczę” <E. Bartosiewicz “Na krawędzi”>

“stanie się tak, że któregoś dnia, w ogóle się nie zjawię” <Waglewski Fisz Emade “Chwilę będzie ciszej”> :)

wrzesień

“relax take it easy, for there is nothing we can do” <Mika “Relax take it easy”> 1-9 września

“close your eyes, free your life, from the sky all looks fine”  <Smolik “Cye”> od 10 września :)

“mamy czas na zmarnowanie i na plcuie i łapanie” <Voo Voo “Turczyński”>

“siedzę na ławce, sięgam głową do chmur, a niebo jest gładkie i nie ma w nim dziur” <Waglewski Fisz Emade “Niebo bez dziur”>

The end. :)

P.S

WTAJEMNICZONYM UCZESTNIKOM “akcji mgr” chciałam ponownie podziękować za WSZYSTKO. :)

« Starsze wpisy